Ariana dla WS | Blogger | X X

środa, 7 listopada 2018

Zakochane Zakopane - Agnieszka Krawczyk, Magdalena Witkiewicz, Karolina Wilczyńska, Krystyna Mirek, Magda Stachula, Anna Szczypczyńska, Anna H. Niemczynow

Tytuł: Zakochane Zakopane 
Autorki: Agnieszka Krawczyk, Magdalena Witkiewicz, Karolina Wilczyńska, Krystyna Mirek, Magda Stachula, Anna Szczypczyńska, Anna H. Niemczynow
Wydawnictwo: FILIA
Gatunek: Literatura obyczajowa, romans 
Ilość stron: 400


Przydarzył Wam się kiedyś cud w święta? Oczywiście chodzi mi również o te małe sprawy, nie tylko spektakularne, takie dzięki którym poczuliśmy magię świąt jeszcze bardziej. Ja pamiętam dobrze moje pierwsze święta z chłopakiem, obecnie mężem. Wynajmowaliśmy mieszkanie i mimo że na kolacje wigilijną i tak szliśmy do mojej i jego rodziny, to postanowiliśmy wspólnie ubrać choinkę. Pamiętam ten ciemny pokój, który oświetlała choinka, to było takie magiczne, spędzać święta z ukochanym po raz pierwszy. Z roku na rok było jeszcze lepiej, chociaz myśleliśmy, że wyjeżdżając do Anglii, te święta nie będą miały już takiej w sobie magii jak te spędzone z rodziną. Okazało się, że nasi przyjaciele urządzili nam takie święta, abyśmy poczuli się jak w domu i to było takie piękne, że zawsze kręci mi się łezka w oku jak sobie o tym przypominam. Teraz, kiedy święta spędzamy co roku nieco inaczej, bo w innym towarzystwie, to nigdy nie czułam, że są gorsze od tych w Polsce. Na szczęście mamy takich ludzi wokół siebie, że potrafią sprawić, że człowiek  nie ma ochoty siedzieć w kącie i płakać za rodziną. Pewnie jeszcze kilka „cudów” mnie spotkało, ale te uważam, za takie bardziej istotne. 

Macie jakieś swoje magiczne wspomnienia związane ze świętami? Z chęcią poczytam Wasze historie :) 




______________________________________________________

Lubicie świąteczne powieści? Takie, w których wyraźnie da się odczuć magię świąt i cuda z nimi związane? Ja nie często sięgam po takie powieści, ale przyznam, że czytając „Zakochane Zakopane” na trochę przed świętami, zrobiło mi się tak jakoś ciepło na sercu i tak.. przyjemnie. 

Ja na szczęście nie muszę szukać swojej drugiej połówki, bo już taką mam, więc każde święta przy Nim są piękne, niestety bohaterowie naszej powieści nie mieli tyle szczęścia.. początkowo. 

„Zakochane Zakopane” to zbiór opowiadań polskich autorek, których łączy fakt, że każdy z bohaterów wygrał tygodniowy pobyt w Willi pod Jodłami w Zakopanem przypadający od drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia do Nowego Roku. Niektórzy znaleźli się tam przypadkowo, inni zupełnie świadomie, ale każda z tych osób podczas tego wyjazdu odmieniła swoje życie. Nie w każdym przypadku były to spektakularne zmiany, jednak na pewno były to zmiany na lepsze. 

Czy możliwe jest, aby po dwudziestu latach móc normalnie rozmawiać ze swoim byłym mężem? 
Czy będąc zdradzonym da się jeszcze wybaczyć drugiej osobie i dać nową szansę czy może warto się zemścić, aby zdradzający poczuł jak to boli? 
A może warto czasami dać szansę i poznać bliżej kogoś kto zupełnie nie pasuje do towarzystwa w jakim się obracamy? Czy pieniądze oznaczają szczęście? 
Czy miłość musi być od pierwszego wejrzenia czy może można zakochać się w kimś kogo znamy już długi czas i nigdy nie patrzyliśmy na niego jak na kandydata na partnera? 
Czy miłość przychodzi sama czy trzeba jej czasem nieco pomóc? 
Czy warto ufać nieznajomym na tyle, by dzielić z nimi pokój podczas wyjazdu? 



To tylko kilka pytań, na które musieli odpowiedzieć sobie bohaterowie i choć podjęcie decyzji nie zawsze było proste, to potrafili wybrać te dobre rozwiązania. 

Moim zdaniem: 



„Zakochane Zakopane” to bardzo ciepła powieść. Jak już wcześniej wspominałam - nie często sięgam po takie książki, bo wolę mocniejsze klimaty, jednak czasami warto sięgnąć po coś co wskaże nam drogę. Każdy z nas przecież momentami czuje się zagubiony, czy to w miłości, czy w pracy czy w życiu codziennym, dlatego dużym plusem tych opowiadań, jest fakt, że otwierają nam oczy na pewne sprawy, pokazują jak powinno się postąpić w danej sytuacji, choć przecież nie jest to poradnik, a literatura obyczajowa, wręcz romantyczna. Grunt to wyciągać z każdej książki jakieś wnioski :) 

Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie opowiadanie Magdy Stachuli, bo pojawiły się tam dalsze losy bohaterów z książki „Idealna”. Podejrzewałam to po przeczytaniu kilku stron, ale dowód zyskałam na końcu, gdzie widnieje dopisek autorki. To było bardzo ciekawe doświadczenie spotkać bohaterów, których się zna, na łamach innej powieści, a raczej opowiadania. 

Co tu więcej mówić? Choć każda autorka ma inny styl, to wszystkie zgrały się tak, że wyszła z tego naprawdę ciepła, pełna magii książka. Ja znam tylko dwie autorki, ale chyba będę musiała zapoznać się z resztą, bo wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. 

Myślę, że nie ma tutaj do czego się przyczepić, książka zdecydowanie bardziej trafi w gusta kobiet i to nie tylko tych, które gustują w romansach czy powieściach obyczajowych. Warto ją przeczytać i poczuć magię świąt, nawet jeśli ich nie lubimy czy uważamy, że jeszcze do nich daleko :) Na pewno nie będzie to czas stracony, mogę to zagwarantować. Tyle ciepła już dawno nie czułam od żadnej powieści i nie pamiętałam już jakie to przyjemne uczucie czytać coś tak niewinnego, z prawdziwym happy endem. 

Momentami było mi żal, że dane opowiadanie się skończyło, bo chciałam wiedzieć jak dalej potoczą się losy bohaterów, ale cóż takie są uroki opowiadań. Zdecydowanie za krótkie! :)

Polecam, zwłaszcza kobietkom, chyba że znajdą się tutaj mężczyźni, którzy również lubią romantyczne wątki. 

PS. Po przeczytaniu tych opowiadań trochę zazdrościłam bohaterom, że potrafili przebaczyć. Ja jestem raczej osobą pamiętliwą, chociaż gdyby ktoś chciał mojego przebaczenia, to pewnie koniec końców bym przebaczyła, ale jeśli ktos czeka aż ja wyciągnę rękę, jeśli wiem, że nie zawiniłam to cóż, prawdopodobnie sobie poczeka. 
Wychodzę z założenia, że nie ma co wchodzić komuś w cztery litery, jeśli ewidentnie sobie tego nie życzą. Spróbowałam raz, wyciągnęłam dłoń, jednak została odrzucona przez kogoś, kto sam powinien wykonać pierwszy krok, bo to ten ktoś zawinił wielokrotnie, jednak tak się nie stało. Dlatego, uważam, że czasami lepiej zostawić coś jak jest, zwłaszcza jeśli bez pewnych osób żyje nam sie lepiej i spokojniej. 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu FILIA. To była moja pierwsza współpraca i jestem ogromnie podekscytowana, że dostałam taką szansę :) 







niedziela, 4 listopada 2018

Będziesz moja - Natasha Preston

Autorka: Natasha Preston 
Tytuł: Będziesz moja 
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Ilość stron: 320 
Wydawnictwo: Feeria Young 


"Będziesz moja" to kolejna propozycja od Wydawnictwa Feeria Young na spędzenie emocjonujących chwil. Książka zaliczana jest do powieści młodzieżowych, choć ja bym wyraźnie podkreśliła, że sięgnąć po nią powinni starsi nastolatkowie, powiedzmy w wieku licealnym? 

Oprócz głównego problemu książki, autorka pokazuje nam również czym jest strata rodziców w młodym wieku i jak ciężko się z tym zmierzyć. Ja sama coś o tym wiem, jednak być może byłam zbyt młoda i nie byłam do końca świadoma tego co ta strata oznacza. Z roku na rok jest jakby ciężej, jednak nie miałam nigdy ataków paniki ani nic takiego. W takich momentach nie można zamykać się w sobie i udawać, że panujemy nad sytuacją. Potrzeba kogoś bliskiego, abyśmy mogli mu zaufać i stanąć na nogi. Może nie potrwa to jeden dzień, ale z każdym dniem będziemy uczyli się żyć bez tych osób i w końcu ból stanie się do zniesienia, tęsknota do przetrwania i wszystko jakoś się poukłada. 

O czym jest książka? 




Szóstka przyjaciół postanawia spędzić wieczór poza domem. Jest pierwszy lutego, więc w mieście panuje już walentynkowa atmosfera. Nie każdy, jednak lubi obchodzić ten dzień, między innymi główna bohaterka - Lylah. Nie chodzi tylko o to, że to rocznica śmierci jej rodziców, ale też o fakt, że nie ma z kim spędzać tego dnia. Lylah ma nadzieję, że jej przyjaciel Chace w końcu dostrzeże w niej kogoś więcej niż tylko przyjaciółkę. 

Kiedy nastolatkowie przygotowują się do wyjścia i tradycyjnie ze sobą przekomarzają, ktoś dzwoni do ich drzwi. Nikogo, jednak za nimi nie ma, jedynie koperta z anonimowym listem skierowanym do jednego z chłopaków - Sonny'ego. Treść listu jest nieco niepokojąca: "Twoje serce będzie należeć do mnie." - jednak oprócz Lylah nikt nie bierze tego na poważnie i wkrótce wszyscy zapominają o sprawie. 

Niestety wieczór nie przebiega tak pomyślnie jak planowali, więc wracają do domów i dopiero na drugi dzień zauważają, że ich przyjaciel Sonny zniknął. To do niego niepodobne, więc nastolatkowie szybko zawiadamiają policję. Niedługo nadchodzi kolejny anonimowy list, a oni powoli zaczynają widzieć, że stali się pionkami w grze jakiegoś psychopaty. 

Kto jest mordercą i ile osób musi zginąć, aby policja w końcu podjęła prawdziwy trop? 


Moim zdaniem: 

"Będziesz moja" to książka, w której nie trzeba długo czekać na rozwinięcie akcji, co zdecydowanie jest jej plusem. Książka nie należy do "grubasków" jeśli chodzi o ilość stron, więc mamy tu ciągłą akcję i napięcie. 

Jak już wcześniej wspominałam książka jest zaliczona do gatunku powieści młodzieżowych, aczkolwiek dobrze by było nakreślić, że są tutaj dosyć brutalne sceny jak dla niektórych nastolatków. Uważam, że po "Będziesz moja" powinny sięgać osoby mające minimum 15-16 lat, chociaż wiadomo, wszystko zależy od człowieka. Nie każdy lubuję się w thrillerach czy kryminałach, a tę książkę można spokojnie podczepić pod te kategorie. 

Oczywiście, gdyby nie była to literatura młodzieżowa, to można byłoby się tutaj przyczepić do wielu błędów, między innymi niekompetencji policjantów oraz głupich zachowań bohaterów. Chodzi o to, że gdybym ja znalazła się w takiej sytuacji, to w życiu nie chciałabym mieć do czynienia z takimi policjantami. Momentami zastanawiałam się, dlaczego nikt nie odebrał im tej sprawy, jakim cudem w biały dzień działy się tam różne sceny i nikt tego nie widział? Jeśli chodzi o nieprzemyślane zachowania bohaterów, to mam na myśli wymykanie się z domu podczas kiedy psychopatyczny morderca urządza sobie na nas polowanie. Nie jest to racjonalne i nie wiem jak postąpiłabym w takiej sytuacji, ale wydaję mi się, że byłabym raczej strasznie przestraszona i nie lekceważyłabym "przeciwnika", pewnie ze strachu siedziałabym w domu i nie odchodziła na krok bez policjantów.  Należy, jednak pamiętać, że jest to powieść młodzieżowa, więc przymykam oczy na pewne niedociągnięcia, bo mimo tego, że były one zauważalne, to nie przeszkadzały mi aż tak w czytaniu. 

Książka była dla mnie naprawdę ciekawą przygodą, bo zastanawiałam się na ile autorka sobie pozwoli, w końcu (tak powiem to kolejny raz) to powieść młodzieżowa, więc trzeba, jednak troszeczkę się pohamować. Nie zabrakło tutaj drastycznych scen, nie martwcie się. Samo zakończenie i morderca mnie zaskoczyły. Oczywiście w pewnym momencie podejrzewałam tę osobę, bo niektóre tropy do niej prowadziły, ale myślałam sobie.. nieee, to bez sensu, nie ma motywu. A jednak motyw się znalazł i wszystko wpadło na swoje miejsce. 

"Będziesz moja" to lektura na jeden zasiad, że tak powiem. Jak ją zaczniecie, to pewnie nie będziecie chcieli skończyć, a że ma jedynie 320 stron, to wystarczy na nią poświęcić parę godzinek, tym bardziej, że styl autorki nie jest ciężki, książkę czyta się naprawdę bardzo szybko. :) 

Jestem ciekawa poprzednich książek autorki i jak znajdę chwilę to z chęcią je poznam, może kryją się tam jeszcze lepsze historie niż "Będziesz moja"? 

Czytaliście już coś Natashy Preston? Co uważacie? 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria Young :) 


czwartek, 1 listopada 2018

Dobre Miasto - Mariusz Zielke

Autor: Mariusz Zielke
Tytuł: Dobre Miasto 
Gatunek: Kryminał 
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Czarna Owca 


Ostatnio coraz częściej trafiam na nieznanych mi wcześniej autorów, co jest dla mnie nieco niecodzienne. Wcześniej zawsze miałam jakieś opory i czytałam tylko tych, których już znałam lub po prostu byli mocno promowani, bo jakoś miałam pewność, że książka mi się spodoba. Odkąd prowadzę bookstagrama, wszystko się pozmieniało, nie tylko moje oceny książek, ale też i gatunki, po które sięgam i oczywiście fakt, że nie boję się już tak czytania polskich autorów. 

Tym razem na warsztat wzięłam „Dobre Miasto” Mariusza Zielke i mam zamiar podzielić się z Wami moją opinią :) 




O czym jest książka? 

Dobre Miasto to miejscowość, w której wszyscy się znają. Można powiedzieć, że to typowa polska dziura, w której ciężko spotkać szczęśliwych ludzi. W mieście rządzi dwóch biznesmenów, jeden dorobił się na browarze, drugi na mieszkaniach i nie tylko. Reszta mieszkańców to biedne polskie rodziny, które czasem ledwo wiążą koniec z końcem. 


Dwa lata temu ktoś postanowił zburzyć panujący „porządek” i odważył się porwać, a później zamordować żonę biznesmena. Sprawców, jednak szybko znaleziono i teraz po dwóch latach czeka ich proces. W tym czasie do miasta przyjeżdża dziennikarka - Małgorzata, która ma za zadanie napisać artykuł o tej sprawie. Kiedy, jednak bardziej się zagłębia, zauważa coraz więcej nieścisłości. 

Czy zamordowana kobieta była osobą, za którą uważają ją mieszkańcy? Kochająca, oddaną mężowi, aktywistką wspierającą cele charytatywne? Czy to możliwe, aby oskarżeni byli wrobieni w morderstwo? Czy warto szukać prawdy czy może lepiej wyznawać zasadę "im mniej wiesz, tym lepiej śpisz"? 

Moim zdaniem: 

Mariusz Zielke to dziennikarz i publicysta. Ciekawym jest fakt, że kiedy stracił pracę w gazecie, nie poddał się i zaczął ujawniać największe afery gospodarcze i korupcyjne na niezależnej stronie internetowej. (źródło: okładka) 
To, że autor jest dziennikarzem da się wyczuć w książce, a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie, że czytało się to bardziej jak reportaż, a nie typową powieść kryminalną. Czy jest to, jednak wielki minus? Nie, jedynie maleńki, bo przez to książkę czytałam dłużej niż zazwyczaj, ale nie zmienia to faktu, że sprawiła mi niemałą przyjemność i przede wszystkim.. zaskoczenie. 

Dobre Miasto to miejsce, w którym nie chcielibyście mieszkać, aczkolwiek da się znaleźć cechy podobne do innych miast. W każdym, bowiem znajdzie się osiedle tzw. baraków, potocznie nazywane również slumsami. Wszędzie da się zauważyć biedę i bogactwo, w mniejszych miejscowościach bardziej niż w większych widzimy kto dosłownie prowadzi prym w mieście. Tak samo jak w Dobrym Mieście rządzili Dąbrowski i Krynicki, dwie szychy, choć mam wrażenie, że ten drugi był nieco wyżej. Oczywiście, jedni byli im wdzięczni, że mają gdzie pracować, że miasto się rozwija, drudzy ich wręcz nienawidzili. A z nienawiści i zawiści rodzą się dziwne pomysły zwłaszcza w słabych umysłach. Ciekawym był fakt jak każdy wydawał się być jakoś powiązany ze sprawą. Każdy z mieszkańców miał coś na sumieniu i jedni się bali do tego przyznać, inni nie. Główna bohaterka - Małgorzata, też mnie zaskoczyła swoją przeszłością i ogólnym podejściem do wielu spraw. Zastanawiałam się jak potoczą się jej relacje z matką, czy w ogóle się spotkają czy nie. Na pewno trzeba jej przyznać, że jest osobą odważną, ale w tym zawodzie to chyba dosyć wskazane, w końcu często trzeba drążyć w sprawach, które inni chcieliby pozostawić w tajemnicy. 

Mariusz Zielke napisał solidny kryminał, choć momentami ciężko było mi się w niego wgryźć, to całość uważam za dobrą.  Zaskoczyły mnie obroty spraw wielokrotnie, nie tylko przy zakończeniu. Autor wprowadzał nas momentami w pole sugerując zupełnie inny finał, a zakończyło się jeszcze inaczej. Brakowało może jakiegoś spektakularnego końca jaki często spotykamy w kryminałach, ale to już byłoby chyba czepianie się. 

Książkę uważam za dobrą, w skali od 1-10 dałabym mocną ósemkę. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to wykonanie okładki... na grzbiecie mi się starły literki co jest dosyć niecodziennym zjawiskiem. No, ale cóż, czasami widocznie i tak bywa. 

Polecam zapoznanie się z powieścią. Może czytaliście już coś tego autora? Ja jestem ciekawa jakie są inne jego książki, czy też przypominają reportaż czy są pisane innym stylem. Jeśli ktoś ma już za sobą jakąś książkę Mariusza Zielke, to podzielcie się proszę wrażeniami. 

A tymczasem życzę miłego wieczoru, do następnego! :) 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca. 




niedziela, 28 października 2018

Crank - Ellen Hopkins

Autorka: Ellen Hopkins 
Tytuł: Crank
Ilość stron: 448
Gatunek: Powieść młodzieżowa 
Wydawnictwo: Feeria Young 

Mówią, że wszystko jest dla ludzi, ale ja się z tym nie zgadzam. Oczywiście, że nie wszystko. Niektórych rzeczy wystarczy spróbować raz, aby zniszczyć sobie życie. Tak, mowa tu o narkotykach, którym jestem bardzo przeciwna. Gdybym miała dziecko, to właśnie tego obawiałabym się najbardziej. Próbowanie alkoholu czy papierosów wydaję się być naprawdę niewinne, bo to nie uzależnia tak bardzo jak narkotyki, których wystarczy spróbować raz, żebyśmy przepadli całkowicie. Wtedy nie liczy się już nic, co wcześniej miało znaczenie. Całe życie dostosowujemy pod to, by zdobyć kolejną działkę. Zaczyna się okradanie rodziców czy znajomych, oszukiwanie, sprzedawanie cennych przedmiotów, tracimy wszystko, tylko po to, by znów być na haju. Aż w końcu nie zostaje w nas nic z nas, nie ma już tych osób, którymi byliśmy przed sięgnięciem po narkotyk, to wszystko jest przeszłością, a nam nie pozostaje już nic innego. Tracimy nie tylko rodzinę, przyjaciół, ale również i godność, bo kiedy skończą się pieniądze i przedmioty do sprzedania, ludzie do oszukania, pozostaje tylko sprzedać swoje ciało, aby dostać działkę. Jaki to ma sens? A no nie ma żadnego, chociaż dla uzależnionych wydaję się być to sensem życia. Wiecie.. szkoda mi narkomanów, serio. Naprawdę czasami jest to po prostu kwestia jednej złej decyzji, a nasze życie krok po kroku zaczyna się po prostu walić, czasami nawet nie ma co zbierać. Nie powiem, że te osoby są głupie, no chyba że ktoś w pełni świadomy jak to się skończy, sięga po narkotyk, wtedy tak - jest głupi. Najgorsze jest to, że ciężko zauważyć oznaki uzależnienia, a przynajmniej na początkowym etapie, dlatego tak często rodzina czy przyjaciele zauważają cokolwiek kiedy już jest za późno na pomoc. Wiecie, mnie nigdy nie ciągnęło do takich rzeczy, nigdy też nikt w moim otoczeniu nie miał styczności z narkotykami. Wiadomo, piło się i paliło w ukryciu przed rodzicami, ale to były tylko durne pomysły, które nie zniszczyły mi życia w żaden sposób. Narkotyki? Nigdy. Wiem, że będzie to jedna z moich większych obaw, kiedy już będę miała własne dziecko. Każdy wie, że dzieci są podatne na wpływy, nie każdy jest na tyle silny, by odmówić, gdy rówieśnicy proponują, więc czasami się zgadzasz, dla świętego spokoju. Tylko, że to nie ma nic wspólnego z świętym spokojem. Proszę, nie próbujcie nigdy! To nie skończy się na jednym razie, a przecież życie jakie by nie było, jest za piękne, by je tak zmarnować. 

Tym wstępem, nieco przydługim być może, chciałabym Was wprowadzić w recenzję książki "Crank", która porusza wyżej wspomniany problem. Książka poruszyła mnie niezmiernie, ale o tym za chwilę. 



Zarys fabuły: 

"Crank" to opowieść o tym jak nastolatka przez jedną źle podjętą decyzję niszczy sobie życie. 

Kristina ma ułożone i spokojne życie, mieszka z matką, ojczymem i rodzeństwem. Dziewczyna nie jest zachwycona swoim ojczymem, ale tak naprawdę nie jest to nic poważnego, nie krzywdzi jej, ani jej matki, nastolatka po prostu tęskni za swoim prawdziwym ojcem. Z tego powodu postanawia odwiedzić go na dwa tygodnie i spróbować naprawić wspólne relacje. Ojciec, jednak również okazuje się być dla niej wielkim rozczarowaniem, gdyż jest zaprzyjaźniony z Bestią. Bestią, z którą w wyniku złej decyzji zaprzyjaźnia się również nastolatka. Mowa tutaj o metamfetaminie, czy też cranku lub speedzie. 

Życie nastolatki zmienia się w piekło, choć ona sama początkowo tego nie zauważa. Jest przecież pięknie, poznała chłopaka, w którym się zakochała z wzajemnością, fruwają sobie razem, czasami dołącza również do nich ojciec. Sytuacja jest paradoksalna, bo przecież jaki ojciec pozwoliłby dziecku ćpać? 

W końcu jednak pora wrócić do domu, a Kristina dopiero wtedy zaczyna się obawiać, ale nie samego powrotu, tylko tego, że nie znajdzie nikogo, kto załatwiłby jej działkę. Dziewczyna, jednak ma swoje alter ego - Bree, która jest dużo odważniejsza i zdobycie cranku okazuje się być bardzo łatwe. Bree bezwstydnie flirtuje z chłopakami, nie boi się ryzykować i tylko czasami Kristina próbuje się przebić w jej głowie i postąpić dobrze, jednak Bree z reguły wygrywa. 

Jak potoczy się życie nastolatki? Czy wygra walkę z nałogiem? 

Moim zdaniem: 



"Crank" to naprawdę mocna książka, zwłaszcza kiedy na końcu trafiamy na informację, że autorka porusza problem, z którym borykała się jej córka. Sytuacja od razu nabiera ostrzejszych barw, poważniejszych tonów. Choć, tak naprawdę czy to książka czy nie, to wiemy że nie do końca jest to fikcja literacka, bo przecież takie sytuacje mają miejsce na całym świecie. Jest mnóstwo ludzi, którzy są uzależnieni od narkotyków i swoje życie oddają w zamian za jeszcze jedną działkę. Dla tych, którzy nigdy nie mieli styczności z narkotykami, jest to niezrozumiałe, pozbawione sensu, wręcz głupie, bo przecież nie mieści nam się w głowach, jak można tak postępować. Tylko, że uzależnieni nie robią tego co robią z własnej woli, nie do końca, ich czynami kieruje nałóg, więc nie ma już dla nich żadnych granic przyzwoitości czy barier, których nie mogliby pokonać, jeśli chodzi o zdobycie narkotyku. Tylko to się liczy. 

Jeśli chodzi o formę, to również mamy tutaj coś zupełnie innego niż reszta książek. Początkowo myślałam, że będą to wiersze, bo tak to wyglądało jak przekartkowałam książkę. Nie do końca, jednak można to nazwać wierszem, aczkolwiek dzięki tej formie książkę czytało się naprawdę szybko, ale mam wrażenie, że również bardziej docierała do nas treść. Można powiedzieć, że dzięki tej formie, treść była bardziej dramatyczna i taka.. w sedno. Jakby faktycznie książkę pisała osoba, która była na haju, takie zlepki myśli, uchwycone momenty przemyśleń. 

"Crank" jak już wyżej wspominałam, to mocna lektura. Pokazuje nam jakie konsekwencje wiążą się z braniem narkotyków i oczywiście książka ma na celu zniechęcenie po ich sięganie. Czy jest szansa, że misja autorki się powiedzie? Myślę, że tak, o ile ktoś ma w głowie nieco rozumu i wie, że takie substancje wcale nie sprawią, że nasze życie stanie się lepsze czy łatwiejsze, wręcz przeciwnie. 

Sięgnijcie po "Crank" i dajcie ponieść się emocjom. Czy będzie to złość na główną bohaterkę czy współczucie? U mnie to było współczucie, ale też i taka bezradność, bo wyobraziłam sobie siebie na miejscu jej matki. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że uzależnienie od narkotyków naprawdę ciężko zauważyć we wczesnym stadium, a przynajmniej tak twierdzą ludzie, którzy zetknęli się z ofiarami nałogu. Czy jest coś co mogłoby zapobiec podjęciu takiej decyzji czy chodzi tutaj o siłę woli? Jak myślicie? 

Polecam "Crank",  daje do myślenia! 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria Young :) 


czwartek, 25 października 2018

#Co denerwuje polskich autorów?

Hej. Dzisiaj przychodzę do Was z czymś zupełnie innym niż recenzja. Mianowicie, chodzi o mój mały cykl zadawania pytań na instagramie i łączenia odpowiedzi w jedną całość.Ostatnim razem zapytałam o to, co denerwuje czytelników. Chodziło o skierowane do nas komentarze, różnego rodzaju docinki. Tym razem postanowiłam zapytać kilku polskich autorów, co ich denerwuje, może ze strony czytelników, może od wydawnictwa, albo ludzi niezwiązanych ze światem książek. Niestety nie udało mi się uzyskać wielu odpowiedzi, ale chcę podzielić się z Wami tymi, które otrzymałam. 




Wiadomo, autor też człowiek. Byłam przekonana, że wielu z nich będzie narzekało na ciągłe pytania "kiedy kolejna część?", bo jak wiadomo jest to pytanie dosyć często zadawane przez niecierpliwych czytelników. Gdyby mnie ktoś tak w kółko pytał, to na pewno byłabym mega wkurzona. Tu, jednak okazało się, że zapytani autorzy nie mieli nic przeciwko pytaniom czytelników. Denerwują ich zupełnie inne rzeczy. 

Oczywiście nie przytoczę Wam ich nazwisk, bo podejrzewam, że wiele osób miałoby ochotę ich nieco zlinczować za to co powiedzieli, ale tak jak i w przypadku postu o czytelnikach, tak i ten przyjmijmy z przymrużeniem oka. Nie chodzi tu o wywołanie żadnej burzy, tylko o poznanie różnych  punktów widzenia. 

Przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 

Autorzy, których zapytałam, byli nieco zaskoczeni. Od niektórych łatwiej było wyciągnąć odpowiedzi, od niektórych trudniej, bo twierdzili, że nic ich nie irytuje. W sumie powinniśmy się z tego cieszyć, bo jednak bałam się, że dostaniemy litanię narzekań na czytelników, a tu jednak nie. Jeszcze chciałabym wspomnieć, że z tymi autorami, z którymi udało mi się wymienić kilka wiadomości, rozmawiało mi się naprawdę mile i byłam zaskoczona, że są to tacy normalni ludzie. Wiecie, ja mam niestety takie dziwne "zboczenie", że dla mnie autorzy i autorki to są po prostu takie bóstwa :D Wiem, że to dziwnie brzmi, ale to po prostu coś co jest moim marzeniem od szkoły gimnazjalnej i ciągle wydaję mi się być takie nieosiągalne, dlatego darzę wielkim szacunkiem, tym którym się udało. 

1. "Życzyłbym nam wszystkim, abyśmy nie wpadali w sidła algorytmów." 
2. "Czytelnicy, którzy byli odbiorcami, dziś są medium. Bloger robiący zdjęcia książkom ma więcej followersów niż pisarz". - z tym całkowicie się zgadzam. Sama często zauważyłam, że autorzy nie mają zbyt wielu obserwujących, a osoba, która o jego/jej książkach opowiada ma dużo więcej. Nie sądzicie, że jest to trochę dziwne i takie.. niesprawiedliwe? Przecież, gdyby nie autorzy, to ani Empik nie miałby co sprzedawać, ani wydawnictwa nie miałyby co wydawać i tak dalej i tak dalej.. 
3."Nie uważam się za nikogo wyjątkowego, jestem tylko pisarzem. Ale i chciałbym tylko pisać, a wydawnictwo zarabiając na tym 5x więcej niż ja, powinno zająć się resztą. Empik zarabiający 7x więcej niż ja itd. to jest nienormalne. Przez to książki produkuje się jak hamburgery. "
4. "Mnie najbardziej irytuje, gdy ktoś sięga po książkę z gatunku, którego w ogóle nie czyta, bo gustuje w czymś zupełnie innym, a potem stwierdza, że się ta książka nie podobała i wielce o tym opowiada. (śmiech)" 
5. "Chodzi o propozycje spotkania na kawie lub piwie. A ja od wielu miesięcy nie mam czasu, by zrobić to z moimi dobrymi znajomymi. Tymczasem zupełnie obcy ludzie składają mi takie propozycje. I nie tyle mnie to denerwuje, bo to nawet miłe, ale czas na spotkania z Czytelnikami mam podczas spotkań autorskich i w trakcie festiwali kryminalnych, na których bywam." 
6. "Szczerze mówiąc, to nie. Może po prostu mam fajnych czytelników (śmiech). Najwięcej nerwów jest zawsze na linii redaktor - pisarz. To redaktorzy najwięcej się czepiają, zadają głupie pytania i trzeba im pięć razy tłumaczyć to samo. Ale jeśli są dobrzy, a tylko z takimi pracuję, to to robi książce tylko dobrze. Są dwie serie pytań: dlaczego bohater teraz robi coś (pytanie o motywację bohaterów) i czy sprawdziłeś, że tak jest na pewno (pytanie o research). Oczywiście w każdym tym pytaniu jest jakby zawarty zarzut, że albo motywacje bohaterów są niejasne albo czegoś nie sprawdziłem. Najgorzej jest jak się okazuje, że redaktor ma rację." 
7. "Mnie strasznie boli niszczenie książek. Miałam takie przypadki, ktoś dostał książkę do recenzji, a recenzji ani widu ani słychu. Napisałam do tej osoby, a ona, że przeprasza, ale recenzji nie będzie, bo jej się książka nie podoba. Ja do niej: wyślemy ją innemu recenzentowi zgodnie z umową, a ona powiedziała mi, że książkę pocięła nożyczkami. Stwierdziła, że jak ją coś irytuje, to to niszczy. I pisała to mi, autorce, która wysłała jej książkę za darmo." 
8. "Zmienianie ocen. Np. ktoś daje 10 na lubimyczytac.pl czy innych portalach, a później nagle ocena jest inna. Nie wiadomo dlaczego. Strasznie mnie to irytuje." 



Co o tym myślicie? Ja z wieloma punktami mogłabym się zgodzić, są dla mnie zrozumiałe i całkowicie normalne. Niektóre były dla mnie zaskoczeniem, np. to niszczenie książki. Dlaczego ktoś miałby robić takie rzeczy?! Jak można pociąć książkę, bo się nie podobała? 

Oczywiście, jak już mówiłam, post nie miał na celu wywołania burzy autorzy - czytelnicy. Stworzony został raczej ze zwykłej ciekawości. Czy została zaspokojona? Nie do końca, bo nie wszyscy zapytani mi odpowiedzieli, ale chciałabym serdecznie podziękować tym, którzy to zrobili i nawiązali ze mną rozmowę. To naprawdę super uczucie móc porozmawiać z autorami jak z osobami, które się zna w pewien sposób, a to wszystko poprzez książki. 

Zaczytanego wieczoru! 


czwartek, 25 października 2018

Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię? - Estelle Maskame

Autorka: Estelle Maskame
Tytuł: Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię? (Trzeci tom serii DIMILY) 
Ilość stron: 330
Gatunek: Powieść młodzieżowa
Wydawnictwo: Feeria Young 


"Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?" to już trzeci tom serii DIMILY, która okazała się być wspaniałą młodzieżówką i to z morałem, można by rzec. Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej i drugiej części, to polecam po nie sięgnąć zanim w ogóle przeczytacie recenzję tomu trzeciego. 

Jeśli, jednak chcecie się nieco zbuntować i poczytać o tomie trzecim, to chętnie Wam szybko skrócę co się działo w poprzednich częściach. Otóż Eden, zwykła nastolatka, podczas wakacji u swojego ojca w Kalifornii, poznaje jego nową rodzinę. Dziewczyna zdecydowanie jest przeciwko najstarszemu z chłopaków, z racji że ten zachowuje się jak skończony dupek. Jednak, kiedy dowiaduje się o powodach jego zachowania, zaczyna dostrzegać w nim kogoś więcej. Zakochują się w sobie i od tego momentu ich życie stanie się naprawdę ciężkie, bowiem będą musieli ukrywać swoje uczucia, bo przecież nie wypada się zakochać w swoim przybranym bracie. 

"Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?" 



Mija rok odkąd Tyler wyjechał, Eden nie miała z nim żadnego kontaktu. Początkowo zżerał ją smutek, próbowała zrozumieć powody jego odejścia, ale nie było to proste, zwłaszcza kiedy wszystkie ciosy od rodziny, znajomych i ludzi kompletnie obcych, musiała przyjmować sama. Wiadomość, że Eden i Tyler są razem rozniosła się lotem błyskawicy, a tak naprawdę nie ma już o czym mówić. Jednak dla niektórych ta informacja wydaje się być tak obrzydliwa, że nie szczędzą komentarzy. Ile razy dziewczyna musiała wysłuchiwać niemiłych komentarzy lub widzieć niechętne spojrzenia od ludzi, których nawet nie zna? Wyjawienie prawdy o ich związku wydaję się być teraz beznadziejnym pomysłem, zwłaszcza, że wszystko szybciej się skończyło niż zaczęło. 

Życie Eden stało się ciężkie i zupełnie nie takie jak sobie je wyobrażała. Któregoś dnia, jednak do Santa Monica przyjeżdża Tyler i dziewczyna będzie musiała zdecydować czy chce jeszcze z nim być czy nie. Przez rok jej uczucia uległy zmianie, twierdzi, że już go nie kocha, że nie ma czego naprawiać, lecz czy aby na pewno? 

Dlaczego Tyler zniknął na tak długo? Co robił i gdzie się znajdował? 

Moim zdaniem: 

Ciężko streścić fabułę kolejnej części z serii. Chodzi o to, że chciałabym Was zachęcić, jednocześnie nie zdradzać zbyt wiele. Jeśli chodzi o serię DIMILY, to ja jestem absolutnie zachwycona. Do mnie autorka zdecydowanie trafiła, co jest mega zaskakujące, bo napisała te książki będąc nastolatką! To jest zupełnie niesamowite, zwłaszcza dla mnie, dla której pisanie wydaję się być mega skomplikowane i takie.. wow. Moim marzeniem jest napisać książkę, ale mam wrażenie, że się do tego nie nadaję, a tu proszę.. nastolatka napisała niesamowicie wciągająca powieść, która rozeszła się jak ciepłe bułeczki. Coś niesamowitego! 

Wracając do książki.. na początku byłam zła na Eden, nie rozumiałam jak nagle mogło jej przejść to uczucie. Oczywiście później wszystko się wyjaśniło i na powrót jej kibicowałam, ale muszę przyznać, że jestem zdecydowanie fanką Tylera. To jak ten chłopak się zmienił, ile przeszedł i ile trudu musiał włożyć w to, aby stać się normalnym człowiekiem - nie mam pytań. Dlatego właśnie wspomniałam na początku, że jest to powieść z morałem. Będąc nastolatkami, zawsze myśleliśmy, że nasze problemy są najważniejsze, jak stała się jakaś błahostka, nam się wydawało, że to koniec świata. Historia Tylera pokazuje, że nawet jeśli życie nie było dla nas lekkie, to zawsze jest szansa, aby "wyjść na ludzi". Mimo błędów jakie popełniamy, zawsze warto spróbować naprawić relacje z bliskimi, oczywiście tylko wtedy, jeśli są tego warci. 

Jest wiele bohaterów, których polubiłam w tej serii, a to nie jest zbyt częste, aby autorzy tak wykreowali postaci, żebym się przywiązała. Tutaj zdecydowanie to nastąpiło i zastanawiam się jak potoczyły się ich losy, mimo że czwarty tom ma być napisany z perspektywy Tylera. Już się nie mogę doczekać, aż znowu spotkam się bohaterami tej serii i żałuję, że nie ma tego więcej. To jedna z tych serii, które mogłabym czytać i czytać i chciałabym, żeby miała co najmniej z dziesięć tomów :D 

Podsumowując: 

Książka zdecydowanie nie jest tylko dla młodzieży. Wydaję mi się, że spodoba się wielu kobietom czy to starszym czy młodszym oraz mężczyznom, którzy lubią czytać romanse. To był naprawdę mile spędzony czas i kiedy już skończyłam trzeci tom, to poczułam pewną pustkę.. Zdecydowanie Wam polecam serię DIMILY. 

WARTO :) 

A ja zaczynam się przekonywać coraz bardziej, że stała współpraca z Wydawnictwem Feeria Young, to była naprawdę dobra decyzja! Jak każdy z Was nienawidzę jak trafi mi się książka, która w ogóle mi nie idzie, męczę się przy niej, próbując ją skończyć, dlatego ogromnie się cieszę, że dawno nie trafiłam na żadnego gniota i mam nadzieję, że te statystyki się utrzymają na dłużej. Oby! 

A teraz lecę czytać kolejną książkę od tego wydawnictwa, mam nadzieję, że również przypadnie mi do gustu. Także niedługo możecie spodziewać się recenzji książki "Crank"

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young, a Wam życzę miłego wieczoru! 


poniedziałek, 22 października 2018

Nie zapomnij mnie - Anna Bińkowska

Autor: Anna Bińkowska
Tytuł: Nie zapomnij o mnie
Wydawnictwo: W.A.B. 
Gatunek: Kryminał 
Ilość stron: 560



To moje pierwsze spotkanie z autorką i co ostatnio często mi się zdarza, przeczytałam drugą część książki, nie czytając pierwszej. Co prawda nie wiem na ile są ze sobą powiązane, nie czułam się w tyle, jeśli chodzi o fabułę, więc podejrzewam, że czytanie po kolei nie jest mocno konieczne. 

Oczywiście, jeśli ktoś zdecyduje się z Was na zapoznanie się z twórczością autorki, to polecam zacząć od początku, wiadomo. Uważam, że jeśli jednak traficie na książkę przypadkowo jak ja, to nie będziecie czuli, że coś Was ominęło. 




O czym jest książka? 

Mamy trupa, mamy policjantów i gdzieś mamy mordercę, czyli kryminał z krwi i kości. 

Iga Mirska tańczyła kiedyś w balecie, o ile tak to się poprawnie mówi. Wypadek przekreślił jej karierę, więc wybrała zupełnie inną - została policjantką. Współpracuje z Marcinem Wagnerem, z którym bardzo dobrze się dogaduje, jej szefem natomiast jest Jacek Budryś, co do którego policjantka nie ma pewności, nie wie czy może mu ufać czy nie. 

Miejscowi włamywacze podczas rabunku znajdują zwłoki. Nie przeszkadza im to „w pracy”, aczkolwiek po fakcie jednego z nich gryzie sumienie i postanawia zawiadomić policję. Zastanawiające jest, że złodziej ma sumienie i nie dość, że zawiadomił policję, to nie chce wziąć nawet procenta z łupu, wszystko zostawia swojemu wspólnikowi. 

I tu zaczyna się nasza sprawa. Zamordowany układał choreografię do baletu i byl bardzo znaną osobą. Kto, jednak chciałby jego śmierci? Zagadka wcale do łatwych nie należy, a na „scenie” pojawia się lokalny biznesmen - niezbyt ciekawy typ, który ma powiązania i z ofiara i z Jackiem Budrysiem. 

Czy „Szefu” jak nazywają go podwładni jest godny zaufania? W co się wpakował? Co ukrywa? 



Moim zdaniem: 

U Anny Bińkowskiej da się łatwo zauważyć talent do pisania. To jest kryminał z krwi i kości. Autorka wprowadziła dosyć naturalne dialogi, dzięki „policyjnemu slangowi”. Mam nadzieję, że był to zabieg naturalny i prawdziwy. Ja co prawda zawsze jak czytam takie niby slangi to mam wrażenie, że jest to troche sztuczne, ale tutaj mi jakoś to mocno nie przeszkadzało. Można nawet powiedzieć, że dodawało naturalności, bo w końcu nikt przecież pięknie nie mówi w pracy, zwłaszcza będąc policjantem. 

Jeśli chodzi o fabułę, to mamy tutaj naprawdę dobrą historię. Wydarzenia można porównać do motywu pędzącej kuli śnieżnej. Zaczęło się od przypadkowego zdarzenia, od wypadku a sprawa pociągnęła ze sobą wiele innych zdarzeń, które nie miałyby miejsca gdyby nie zatajony wypadek. Jak dla mnie mega, uwielbiam takie historie, bo pokazują jak jeden fałszywy ruch prowadzi za sobą większe tragedie. Co prawda taka wizja nie napawa optymizmem i nie jest zbyt przyjemna, to na pewno prawdziwa. Dlatego naprawdę powinniśmy więcej zastanawiać sie nad swoimi czynami, aby nie uruchomić tej tzw. kuli śnieżnej. 



Warto rownież wspomnieć o bohaterach. Rzadko kiedy spotykam książkę, w ktorej partnerzy nie do konca sie lubią i nie bardzo sobie ufają. Zazwyczaj jak sama nazwa wskazuje, partnerzy są ze sobą zżyci, ufają sobie i są sobie oparciem. Tutaj mamy ciężką sytuację, bo choć "Szefu" dobrze traktuje swoich ludzi, to z jakiegoś powodu jego podwładna mu nie ufa i się z tym nie kryje. Iga jest osobą sumienną i nie podoba jej się, że jej szef coś ukrywa. Warto też wspomnieć, że jest osobą dociekliwą, więc na pewno będzie próbowała dowiedzieć się o co chodzi. Tylko czasami im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. 

Polecam, to dobry kryminał, zwłaszcza jeśli człowiek wniknie głębiej w umysł mordercy i zastanowi się, dlaczego tak postąpił i czy można było tego uniknąć. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B.