Ariana dla WS | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lutego 2019

Piękno, które pozostanie - Ashley Woodfolk

Może niektórzy z Was wiedzą, że uwielbiam książki, które niosą ze sobą jakiś przekaz, które oprócz dania mi rozrywki czy pewnego rodzaju relaksu, dadzą mi również emocje, dzięki którym nie zapomnę ich tak łatwo. Wiadomo, że nie każda książka ma na celu wzbudzanie emocji takich jak smutek i współczucie, bo przecież są też takie, które na celu mają rozbawienie nas i tyle, a jeszcze inne służą wywołaniu strachu. Każda z książek niesie ze sobą inny cel. 




"Piękno, które pozostanie" to książka, która zapadnie mi w pamięć na dłużej. Jest to powieść młodzieżowa, która pokazuje jak sobie radzić z bólem po stracie bliskiej osoby. Nie każdy z Was stracił kogoś bliskiego, choć kiedyś wydawało mi się to nieprawdopodobne, ale im więcej osób poznaję, tym widzę, że bardziej dziwne jest stracić kogoś bliskiego niż go nie stracić. Wokół mnie jest mnóstwo osób, które mają szczęśliwych rodziców i całą rodzinę. U mnie tego nie ma i to już od kilkunastu lat. W lipcu minie piętnaście lat od śmierci mojej mamy. Nieprawdopodobne, co? Dla mnie nieprawdopodobne jest to, że tyle z Was wciąż ma swoich rodziców i oczywiście nie mówię tego z zazdrością i nie życzę nikomu źle, ale kiedy tracisz najważniejszą osobę w tak młodym wieku, to z czasem wydaję Ci się to takie jakby.. normalne. Nie wiem jak to dobrze wyjaśnić, ale po prostu ciężko jest mi uwierzyć, że padło akurat na mnie, chociaż staram się nie myśleć "dlaczego ja" czy "dlaczego moja mama a nie np. pani Zosia/Kasia czy Magda", nie o to przecież w tym chodzi. 
Po prostu ciężko jest się pogodzić z utratą kogoś bliskiego. Jednego dnia z nim/nią rozmawiasz, a drugiego dnia, albo nawet w przeciągu kilku sekund tej osoby już nie ma. Zostaje tylko pustka, ogromna, czarna dziura, która próbuje Cię pochłonąć. Żalu i smutku nie ma końca, ale też i złości czy wyrzutów sumienia. Ja przeszłam chyba wszystkie te etapy, choć byłam bardzo młoda i nie miałam z kim o tym porozmawiać, z kim przedyskutować moje uczucia i w ogóle to co się stało. Mam wrażenie, że wszystko to było tematem TABU i w pewnym sensie jest do tej pory. Być może, dlatego nie miałam komu powiedzieć, że czuję się odpowiedzialna, że gdyby tego dnia moja mama zgodziła się położyć do szpitala, to może wszystko byłoby zupełnie inaczej. Może wciąż by żyła i mogła cieszyć się ze mną moimi sukcesami? Ale ona uparła się, że wróci ze mną do domu, że musi się mną zająć, chociaż zapewniałyśmy ją z babcią, że mogę u niej zostać i nic mi nie będzie. 





Śmieszne jest to, że człowiek może nie pamiętać wydarzeń sprzed kilku dni, a pamięta te sprzed kilkunastu lat, chociaż pewnie to sprawa ładunku emocjonalnego jaki ze sobą niosą dane wspomnienia. Jedni wypierają traumatyczne wydarzenia, inni przyjmują do wiadomości i próbują jakoś sobie radzić. Mówi się, że nasz mózg chroni nas przed informacjami, których nie bylibyśmy w stanie znieść, dlatego np. kobieta, która dowiaduje się o śmierci męża, całkowicie ten fakt z głowy wyrzuca i przygotowuje mu kolację, zachowuję się jakby nic się nie wydarzyło. To zaprzeczenie, które nasz mózg stosuje w sytuacjach silnego stresu, podobno. Ja tak nie miałam. Można powiedzieć, że oprócz okropnego płaczu, który ktoś określiłby krzykiem mordowanego zwierzęcia, przyjęłam to stosunkowo dobrze jak na tak młodą istotę. Miałam dziesięć lat, kiedy moja mama zmarła, całkowicie przypadkowo. Kiedy myślę o tym, że za dwa lata mój chrześniak będzie w tym wieku, to coś mnie skręca, a to dlatego, że wydaję mi się taki kruchy, taki.. młodszy niż ja byłam. Nie wiem jak mogłam sobie z tym poradzić, serio. Tym bardziej, że nikt ze mną tego nie przepracował. 

Do tej pory miewam sny, tak jak jedna z bohaterek powieści, w których moja mama wraca do mnie i znów możemy być razem. W tym śnie zazwyczaj okazuję się, że była na jakiejś wycieczce, raz nawet śniło mi się, że była w więzieniu. Nieważne gdzie była, ważne jest, że wróciła i wiecie jakie przepełnia mnie szczęście? Pewnie nie wiecie, ale nie życzę nikomu tego bólu tuż po przebudzeniu, kiedy zdaję sobie sprawę, że to tylko sen. Z jednej strony radość, że możesz zobaczyć najbliższą Ci osobę chociaż we śnie, a z drugiej ten rozdzierający ból, kiedy to wszystko okazuję się złudzeniem. 

Teraz mogę mówić o tym swobodniej, aczkolwiek ten ból i pustka wciąż we mnie są. To nie zniknie już nigdy, choć może być mniej odczuwalne. Bardziej od tego boli fakt, że już nie pamiętam jej głosu, czasami nie mogę sobie wyobrazić jak wyglądała, nie mam jej twarzy przed oczami wyobraźni i to powoduje we mnie panikę, ale z czasem i do tego da się przyzwyczaić. W końcu trzeba jakoś żyć, strata nie może każdego dnia powodować w nas rozpaczy, bo nie zostanie w nas już nic. 

                                                                 * * * 

"Piękno, które pozostanie" to książka z wielkim ładunkiem emocjonalnym. To historia trzech osób, których łączy muzyka, ale w pewnym sensie również strata bliskiej osoby, choć początkowo nawet nie wiedzą, że każdemu z nich coś takiego się przytrafiło. 

Shay straciła siostrę bliźniaczkę. Autumn swoją najlepszą przyjaciółkę. Logan swojego byłego chłopaka. 

Każdy z nich próbuje w jakiś sposób żyć dalej po stracie bliskich, ale nie jest to łatwe. Czeka ich mnóstwo potknięć i przykrości, ale czy się poddadzą? 

Czują pustkę, której nie powinni odczuwać w tak młodym wieku. Powinni być szczęśliwi i mieć swoich bliskich wokół siebie. Tym bardziej nie powinni się obwiniać o coś co nie było ich winą, ale... przecież tak łatwo jest siebie krytykować. 

Jedynym wytchnieniem pewnego rodzaju jest muzyka, zwłaszcza zespół, który niestety się rozpadł, ale ich piosenki dają ukojenie wielu osobom. Z tym zespołem również wiążę się historia, o której wiedzą nieliczni. 


Moim zdaniem: 

Mam wrażenie, że książkę docenią osoby, które również kogoś straciły i być może nie umiały sobie z tym poradzić. Zresztą, nieważne czy umiały czy nie, ale fakt, że wiedzą jakie to uczucie. Ta książka zawiera w sobie dużo smutku, ale też w pewnym sensie podnosi na duchu. Z jednej strony wywołuje w nas ogromne współczucie i jest taka dosyć melancholijna, a z drugiej daje nadzieje na lepsze jutro, pokazuje, że warto podzielić się z kimś naszym smutkiem. 

W przypadkach śmierci bliskiej osoby często nie mamy z kim o tym porozmawiać, tłumimy cały ból i rozpacz w sobie, ale ona w końcu prowadzi nas do autodestrukcji. Tak ważne jest, żeby rozmawiać, nawet jeśli ma to się zdarzyć dopiero po kilku latach tak jak to było u mnie. W końcu powiedziałam komuś, że jest we mnie trochę winy, że nie zadzwoniłam po pogotowie szybciej, że moja mama nie została w szpitalu, kiedy namawiali ją do tego lekarze. Ta osoba powiedziała mi: NIE JESTEŚ TEMU WINNA. NIE OBWINIAJ SIĘ. TO NIE TWOJA WINA. NIE MOGŁAŚ WIEDZIEĆ. I wiecie, co? Te słowa podziałały. Nie nagle, nie w tym samym momencie, ale zaczęłam to rozpracowywać, powtarzać sobie i w końcu w to uwierzyłam. Nie mogę zmienić biegu wydarzeń i nie zrobiłam celowo nic co by pogorszyło stan mojej mamy. Nie mogłam wiedzieć co się wydarzy i nie mogłam zareagować szybciej, bo byłam tylko dziesięcioletnim dzieckiem, przerażonym dzieckiem. 

To samo chciałam powiedzieć tym trzem bohaterom książki, którzy w pewien sposób się obwiniali. To nie jest Wasza wina. Autorka sprawiła, że poczułam więź z bohaterami i ogromnie im kibicowałam. Naprawdę chciałam, żeby im się powiodło, żeby ich życie znów nabrało sensu i żeby udało im się funkcjonować bez osób, które stracili. Nie tylko funkcjonować, ale żyć w pełni, nawet jeśli często wydaję nam się, że nie powinniśmy już być szczęśliwi, że nie powinniśmy się uśmiechać. 
To nie prawda. Jestem pewna, że te osoby, które straciliśmy, chciałyby, żebyśmy byli szczęśliwi, a nie za nimi rozpaczali. Jestem pewna, że moja mama byłaby ze mnie dumna, nawet jeśli ja nie do końca z siebie jestem. 

Uważam, że jest to książka, którą młodzież powinna przeczytać, choćby dlatego, aby umieć postąpić w sytuacji, kiedy to nasi przyjaciele stracą kogoś bliskiego. Trzeba umieć być wsparciem dla drugiego człowieka, a to często wymaga wiele nauki. "Piękno, które pozostaje" pokazuje nam również jak nauczyć się samoakceptacji - Logan, który jest gejem, nie miał pojęcia o swojej odmiennej orientacji, dopóki Bram go nie pocałował. Nie wiedział, że kręcą go mężczyźni i po zerwaniu z chłopakiem, tak naprawdę to do niego dociera i zaczyna akceptować ten stan rzeczy. 

Wiecie jak określiłam tę książkę tuż po jej skończeniu? 
PIĘKNA. I z tym słowem Was pozostawię, a Wy zdecydujecie czy chcecie po nią sięgnąć czy nie. Nie namawiam, aczkolwiek mam ochotę wcisnąć ją w rękę każdej napotkanej osoby i zmusić do czytania i przemyśleń, ale no cóż.. lepiej, aby ktoś sięgnął po nią z własnej, nieprzymuszonej woli. 

poniedziałek, 18 lutego 2019

Kroniki Jaaru. Tajemne imię - Adam Faber

Hej Kochani :) 

Może część już z Was wie, że Kroniki Jaaru zdecydowanie przypadły mi do gustu, a to dlatego, że świat przedstawiony przez Adama Fabera w pierwszym tomie przypominał mi świat Harry'ego Pottera, który uwielbiam. Z każdym kolejnym tomem nie zwracałam już uwagi na podobieństwa, bo po prostu pochłonął mnie Jaar. To świetnie wykreowany świat, z ciekawymi postaciami i dużą dawką magii. Seria jest ściśle ze sobą powiązana, dlatego należy czytać każdy tom po kolei. Jeśli jeszcze nie jesteście zaznajomieni z Jaarem, zapraszam do zapoznania się z recenzjami na moim blogu :) 
Mam nadzieję, że ten świat spodoba się Wam tak bardzo jak mi. 




"Tajemne imię" to już czwarty tom Kronik Jaaru. Kate Hallander jest wciąż w Tir-Na-Nog i powoli zaczyna odkrywać tajemnice tej krainy. Niektóre odkrywa sama, innymi dzieli się z nią sama królowa, która z jakiegoś powodu zdaje się być mocno zainteresowana dziewczyną. Oczywiście nie ciężko zgadnąć o co chodzi, ale Kate wciąż nie do końca rozumie w jakim celu królowej potrzebny jest kamień, który znajduję się  w jej ciele. 

Niestety Strażnicy do tej pory nie doszli do porozumienia i wciąż są rozdzieleni. Nie służy to korzystnie ich misji, ale nie bardzo wiedzą jaki krok powinni wykonać, by wszystko wróciło do normy. Można powiedzieć, że nastąpił rozłam wszystkich relacji jakie miały miejsce w poprzednich tomach. Nic już nie jest takie samo i ten tom był nieco mroczniejszy. 

Wszystko wskazuje na to, że fery z obu krain w końcu będą musiały stanąć do walki. 

Z kolei Mel odkrywa w sobie pokłady mocy, o których nigdy by siebie nie podejrzewała. Niestety jej życie nie przebiega w sposób w jaki by chciała. Jej moc stanie się jej przekleństwem. 

A do sklepu Selene zawita tajemniczy mag. Dlaczego nagle zjawił się w Londynie? Czy kierują nim dobre zamiary czy może wręcz przeciwnie? 

Komu można ufać? 




Moim zdaniem: 

Ta część była zdecydowanie bardziej mroczna, bardziej przykra i taka.. brutalniejsza? Pierwszy tom byłam gotowa podarować mojemu siedmioletniemu chrześniakowi (jeszcze tego nie zrobiłam, bo bałam się, że będzie prosił o drugi i kolejne, które nie do końca są odpowiednie dla dzieci w jego wieku), ale kolejne są skierowane do starszych czytelników. Myślę, że wiek licealny byłby tutaj odpowiedni. Jaar to niesamowita kraina, która momentami kusi swoim pięknem, ale innym razem straszy tymi mroczniejszymi elementami. 

Kate Hallander może Wam przypominać nieco Harry'ego Pottera, a to dlatego, że jest osobą, którą imają się problemy i różnego rodzaju tarapaty, chociaż również z tego względu, że jakby nie patrzeć, to jest ona główną postacią tych serii. Są momenty kiedy jej czyny bywają dla mnie niezrozumiałe, przyznam, że nie jest taką moją faworytką, choć ze wszystkich Strażników, to ją najbardziej lubię i Jonahtana. Zdecydowanie, jednak nie wiedzieć czemu, najbardziej lubię Fiona. Mam wrażenie, że to taki najporządniejszy fer i taki, który nie ma złych zamiarów ani nie zdobyłby się na żaden podstęp. 

Zdecydowanie w tej części górę grał mrok i różnego rodzaju kłótnie czy po prostu wrogie nastawienie. Pierwszy tom to było takie, można powiedzieć, łagodne wprowadzenie, tutaj już zdecydowanie działo się wiele! Widać było, że bohaterowie są już nieco bardziej zaznajomieni ze swoją mocą i lepiej potrafią się odnaleźć w świecie magii. 

Tym razem na szali będzie życie ferów i całego Jaaru. Czy ta walka naprawdę ma sens? 

Ciężko jest mi ocenić ten tom na zasadzie czy podobał mi się bardziej od poprzednich czy nie. Myślę, że trzy pierwsze na pewno pochłonęłam z większymi wypiekami niż tom czwarty, ale to być może temu, że tutaj przeszkadzała mi ta niezgoda na każdym kroku. Miałam wrażenie, że od całego świata bije wrogość i już nic nie będzie takie samo. W takim wypadku zdecydowanie wolę tom pierwszy, kiedy wszystko jest takie niewinne - podobnie jak z Harrym jeśli chodzi np. o filmy, wolę oglądać pierwszą część, takie wprowadzenie niż część szóstą czy siódmą kiedy dzieję się już naprawdę wieeeele złego.

Mimo wszystko uważam tom za obowiązkowy, jeśli rozpoczęliście swoją przygodę z Jaarem, a jeśli nie, to koniecznie to zmieńcie! Moim zdaniem Adam Faber wykonał świetną robotę kreując ten świat i należy mu się ogromny szacunek. Teraz pozostaje czekać na przetłumaczenie książek na inne języki i może ekranizację? Z chęcią bym obejrzała!


Czytaliście? Macie w planach? 



poniedziałek, 24 września 2018

Kontratyp - Remigiusz Mróz

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Kontratyp (część 8 z serii o Chyłce i Zordonie) 
Gatunek: Kryminał 
Ilość stron: 532
Wydawnictwo: Czwarta Strona 


Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki autora, którego jedni uwielbiają, inni nienawidzą. Jedno jest pewne - jest to autor kontrowersyjny, chociaż jedyne czym zawinił to pisanie książek. Polska jak to Polska, jest krajem zazdrosnym i zawistnym, nie ma co ukrywać. Podejrzewam, że gdyby autor nie był tak płodny to nikt nie miałby z nim problemu. W końcu każdy pisarz ma swoich zwolenników i ludzi, którzy nie lubią jego twórczości. 

Oczywiście dzisiaj mowa o Remigiuszu Mrozie i jego nowej powieści „Kontratyp”. Jest to ósma część serii z prawniczym duetem Chyłka&Zordon i jeśli jeszcze nie znacie tej dwójki, to polecam zapoznać sie z pierwszą częścią, chociaż autor twierdzi, że nie jest to konieczne. Moim zdaniem, jednak lepiej czytać po kolei, bo wtedy wszystko jest jasne i układa się w jasną całość. 



O czym jest książka? 

Tym razem prawniczy duet będzie przymuszony do obrony Klary Kabelis - kobiety, która oskarżona jest o zabójstwo swoich towarzyszy górskiej wyprawy. Klara zarzeka się, że była zmuszona ich zostawić, bo nie było dla nich szans, sama miała jeszcze siły zejść i się ratować. Co jest prawdą? Kobieta nie jest zbyt wylewna i wydaje się coś ukrywać przed obrońcami. 

Chyłka bedzie musiała znaleźć dowody jej niewinności w górach. Ten kto przymusił ja do wzięcia sprawy, ma w swoich rękach bliska jej osobę i właśnie to motywuje ją najbardziej do rozwiązania sprawy. 


Straszna pogoda, niedoświadczona wspinaczka. Sami widzicie, że to przedsięwzięcie nie może się udać. Jeśli, jednak znacie Chyłkę, to wiecie że w jej słowniku "niemożliwe" nie istnieje. Czy jednak wystarczy jej determinacji, aby wygrać z siłami natury? Czy znajdzie jakiekolwiek dowody na niewinność swojej klientki? 

Moim zdaniem: 

Jak już wiecie, ja należę do zwolenników Remigiusza Mroza, więc książka oczywiście mi się podobała, tym bardziej, że jest to kolejna część o moich ulubionych bohaterach. 

Nie mam do czego się tutaj przyczepić i wydaję mi się, że autorowi najlepiej wychodzi właśnie ta seria. Nie wiem czy to za sprawą bohaterów czy fabuły, ale w innych jego książkach znajdowałam pewne minusy, w tej serii nie. Jestem za. 

Nie brakowało tutaj napięcia, zwłaszcza kiedy Chyłka wybrała się w góry. Oczywiście Mróz jak to Mróz, musiał dać nam mocne zakończenie, przez co mój książkowy świat wywrócił się do góry nogami. Mam nadzieję, że autor jakoś wybrnie z tej beznadziejnej (dla czytelników) sytuacji i wszystko zakończy się dobrze. 

Tym razem mogliśmy zobaczyć w końcu związek dwojga prawników, a przecież czekaliśmy na to siedem tomów! Przygotujcie się jednak na to, że nie będzie tu wcale cukierkowo ani słodko do porzygu, znacie Chyłkę, więc wiecie, że takie coś jest kompletnie do niej niepodobne. Ja w ogóle jestem bardzo zdziwiona, że w końcu odważyła się spróbować i dała Zordonowi szansę. 

Jeszcze co do zakończenia.. nie spodziewałam się czegoś takiego. Autor znowu się z nami zabawił i wyszło mu to znakomicie. Mam nadzieję, że nie każe nam długo czekać na kolejną część i nie będzie już tak bezlitosny, chociaż trochę już zdążyliśmy go poznać... 

Polecam, ale warto zacząć od początku. Jeśli jesteście na bieżąco to powiem, że czeka na Was świetna, choć bardzo niebezpieczna przygoda. Bądźcie gotowi! 

Lubicie twórczość Mroza czy niekoniecznie? 

Za możliwość przeczytania przed premierą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :) 


środa, 4 lipca 2018

Sprintem do marzeń - Marta Radomska

Autorka: Marta Radomska
Tytuł: Sprintem do marzeń
Gatunek: Literatura obyczajowa
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Czwarta Strona 

Już dawno Wam mówiłam, że lubię sięgnąć czasami po powieści, które nie skłaniają zbyt wiele do myślenia, nie są krwawe, jakoś specjalnie zagadkowe, bardziej bym je nazwała takimi rozrywkowymi pozycjami. Nie jest to mój ulubiony gatunek, bo jak wiecie, uwielbiam kryminały, ale takie książki istnieją dla mnie po to, aby się zresetować. 
Tym razem mój wybór padł na "Sprintem do marzeń", który dostałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czwarta Strona.







O czym jest książka?

Ola postanawia wesprzeć swoją podopieczną i razem z nią pobiec w maratonie. Choć zdrowo się odżywia, oprócz miodu i tortów, na które pozwala sobie dosyć często, jest aktywna fizycznie, to jednak ciągle zatrzymuje się na trzydziestym kilometrze. Dalej całkowita blokada, nie jest w stanie tego "przeskoczyć". Ola może nie byłaby tym tak załamana, gdyby nie fakt, że tej blondynie się udaje! Nie ma żadnej zadyszki, wygląda dosłownie jak milion dolców... czy ona się w ogóle poci?! 

Na domiar złego blondyna okazała się być sąsiadką Oli i to taką, która w kółko robi remont i podrywa sąsiadów! No nie, tego już za wiele. Ola wraz ze swoją przyjaciółką - Beatą są coraz bardziej zirytowane tą sytuacją i kombinują jak mogłyby się pozbyć natrętnej sąsiadeczki. 

Do czasu, aż w parku znajdują jej zwłoki...

Kto chciałby zgładzić piękną blondynkę? Policja podejrzewa kilka osób, zamierzają przesłuchać wszystkich sąsiadów. Jakie tajemnice wyjdą na światło dzienne? Czy Oli uda się uniknąć więzienia? 


Moim zdaniem: 

"Sprintem do marzeń" to bardzo humorystyczna powieść, traktująca wszystko z wielkim przymróżeniem oka. Ludzie, którzy nie lubią kryminałów, nie mają się czego obawiać, nie ma tu krwawych scen czy przerażających opisów. Zbrodnia, owszem, miała miejsce, aczkolwiek można powiedzieć, że była tylko gdzieś w tle. Bardziej chodziło o rozwikłanie zagadki, kim jest blondyna i do czego doszło między nią, a mężczyznami Oli i Beaty. 

Pierwszych kilka stron ciężko było mi się wkręcić, bo dużo było mowy o bieganiu, a sport nie jest moją bajką, chyba że oglądanie piłki nożnej na ekranie się zalicza. ;) Jednak książka szybko się rozkręciła i tym samym, wciągnęła. Niby lekka lektura, ale podejrzewam, że zostanie mi w głowie na jakiś czas. 

Zawsze mnie zadziwia umiejętność autorek powieści humorystycznych, jak one gładko "wprowadzają" do akcji trupa i wątek ten zamiast straszyć w pewien sposób, to bawi. Niesamowite. Choć tutaj ten trup zapoczątkował przebieg pewnych wydarzeń, to mimo wszystko jest to wydarzenie jakby w tle jak już wcześniej mówiłam. Autorka bardziej skupiła się na relacjach międzyludzkich, podejrzeniach i dziwnych sekretach oraz przygodach bohaterki. Przy okazji.. zagadka się rozwiązała. 






Dla kogo jest "Sprintem do marzeń"? 

Tego typu lektury są zdecydowanie dla osób, które lubią takie humorystyczne powieści z wątkiem miłosnym i "delikatną" zbrodnią w tle. Jeśli czytając, nie szukacie czegoś co Was mocno zaskoczy, wbije w fotel lub będzie trzymać w napięciu podczas czytania, to zachęcam do sięgnięcia po "Sprintem do marzeń", nie zawiedziecie się. 

Ja, choć uwielbiam kryminały, to ta książka również mi się spodobała, choć w moim przypadku była tylko przerywnikiem od tych, które uwielbiam. A Wy, jakie najbardziej gatunki lubicie? 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)




wtorek, 8 maja 2018

[Przedpremierowo] Niedobry pasterz - Przemysław Borkowski

Tytuł: Niedobry pasterz
Autor: Przemysław Borkowski 
Ilość stron: 485
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Gatunek: Kryminał


Hej. Dzisiaj przychodzę do Was z czymś baaardzo dobrym. Przemysława Borkowskiego na pewno kojarzycie z kabaretu. Ja na szczęście dowiedziałam się, że to TEN Borkowski tuż po przeczytaniu książki, nie przed. Byłoby pewnie dziwnie mi czytać kryminał kogoś kogo kojarzę ze śmiechem i żartami. Jednak, trzeba mu przyznać - pisanie kryminałów idzie mu znakomicie. 



Fabuła: 

W podolsztyńskim lesie zamordowano piętnastolatkę - Ewę Krupińską. Początkowo policjanci podejrzewają jej kolegę z klasy, z którym jako ostatnim była widziana. Sprawa nabiera innego wymiaru, kiedy najpierw przyznaje się do zabójstwa typowy wioskowy pijaczek, a chwile po nim proboszcz.  Natomiast różne plotki doprowadzą policje do pewnego bogacza, który w przeszłości podobno zgwałcił swoją pracownicę. 

W rozwiązaniu sprawy będą pomagali policji cywile, mianowicie psycholog Zygmunt Rozłucki ze swoją dawną miłością, Karoliną Janczewską - dziennikarką. Jak zawsze w takich sprawach bywa - narobią sobie wrogów i to w ludziach niekoniecznie bezpiecznych. 


Kto zabił młodą dziewczynę i dlaczego? Brakuje motywu, świadków i dowodów. Ksiądz twardo utrzymuje, że jest mordercą, lecz Rozłucki co chwile miewa wątpliwości. Jak potoczą się losy naszych bohaterów i przede wszystkim.. jakie będzie rozwiązanie zagadki?



Moim zdaniem: 

Czekałam na jakiś dobry kryminał. Dawno nie czytałam czegoś co będzie dobre od początku do końca. Bardzo się obawiałam tej pozycji, bo ludzie zachwalali, a ja jednak jestem bardzo wymagająca - tak przynajmniej odczuwam odkąd zaczęłam pisać recenzje. Bałam się, że zakończenie nie sprosta moim wymaganiom i choć nie na tę osobę liczyłam to wyszło i tak bardzo dobrze. 

Przemysław Borkowski stworzył coś naprawdę dobrego. Jego bohaterowie w żaden sposób nie są idealni, czy to chodzi o księdza czy o psychologa czy nawet śledczego. Pokazał nam jak wiele zła może tkwić w pozornie dobrym człowieku i jak te zło pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach. W jego powieści były momenty kiedy byłam zniesmaczona, nie samym morderstwem czy opisem zwłok, ale właśnie tą mroczną strona bohaterów. 

Zazwyczaj trafiam na kryminały widziane oczami śledczych, ta historia opisana została z perspektywy psychologa i to już był ciekawy zabieg. Jeśli dodamy do tego, że ten psycholog 
sam nadawałby się na swojego pacjenta - tym bardziej.  Rozłucki pokazuje jak łatwo jest się stoczyć, zapomnieć o obowiązkach i ludziach, oddać się w ręce nałogowi - czy może z drugiej strony, jak wiele można poświecić dla śledztwa i jak wiele dowiedzieć, gdy "odpowiednio" zacznie się je prowadzić. 

Zwykła historia stała się niezwykła dzięki bohaterom. Tak naprawdę każdy z nich ma coś za uszami, więc ciężko jest tam kogokolwiek polubić. Może, dlatego bohaterowie są tak dobrze wykreowani, bo są bardzo realni? 

Jako, że ja jestem nieco w tyle z nowinkami książkowymi, to dopiero w trakcie czytania dowiedziałam się, że ta książka to druga część cyklu z Zygmuntem Rozłuckim, dlatego zamierzam również sięgnąć po pierwszą. Jestem przekonana, że i Wy będziecie chcieli poznać losy naszego bohatera od początku, dlatego warto zacząć czytać od pierwszej części, choć tak naprawdę w „Niedobrym pasterzu” mamy trochę wyjaśnione co się działo przed. 

Jeśli chodzi o „Niedobrego pasterza” książka wciąga od pierwszych stron, nie trzeba długo czekać na rozwinięcie akcji, bo tak naprawdę ciagle się coś dzieje. 

Zachęcam gorąco do przeczytania, a ja cieszę się niezmiernie, że mamy na rynku tylu dobrych polskich autorów. 

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)