Ariana dla WS | Blogger | X X

wtorek, 13 lutego 2018

Początek - Dan Brown

Dan Brown to jeden z moich ulubionych pisarzy. Swoją przygodę z nim zaczęłam od Kodu Leonarda da Vinci, nawet pisałam o tej książce na maturze. Postać Langdona i jego przygody tak mi się spodobały, że postanowiłam sięgnąć po resztę. 

Kiedy już przeczytałam wszystkie powieści tego autora, z niecierpliwością czekałam na coś nowego i o to się pojawiło, w ubiegłym roku. 

Dan Brown pisze obszerne dzieła. Seria z profesorem Langdonem posiada ten sam schemat, jednak zawsze mnie urzekała. Choć nie lubię książek, w których roi się od opisów, to u Browna mi to nie przeszkadzało. Do czasu... 





Fabuła:

Profesor Langdon został zaproszony do muzeum na przedstawienie swojego przyjaciela, który zajmował się informatyką i fizyką. Edmond Kirsch podobno znalazł odpowiedź na pytania, które zadajemy sobie od lat.

 Skąd przyszliśmy? Dokąd idziemy? 

Te dwa pytania rodzą wiele sporów, gdyż ludzie wierzący twierdzą,  że od Boga „przyszliśmy” i do Boga podążamy. Natomiast ateiści mają na to swoje odpowiedzi. Odkrycie Edmonda miało poruszyć w posadach cały świat. Jeśli było tak jak mówi, religia straci całkowity sens, wszystko co do tej pory wiedzieliśmy, miało okazać się kłamstwem. 

Z tego względu odkrycie Edmonda nie przysporzyło mu sympatii wśród wyznawców różnych religii. Na spotkaniu w muzeum nie dochodzi do zamierzonego przedstawienia, gdyż przeszkadza w tym wynajęty przez kogoś człowiek. Nikt nie wie kim on jest ani kto go przysłał. 
Z całą sytuacją ma jakiś związek przyszły król Hiszpanii oraz arcybiskup, który jest doradcą jego ojca. 

Profesor Langdon po raz kolejny będzie współpracował z piękną kobietą, dobrą znajomą Edmonda oraz narzeczoną księcia. Będą robić wszystko, aby odkrycie naukowca ujrzało światło dzienne, wbrew wielu ludziom.  

Czy misja się powiedzie? Jakie niebezpieczeństwa staną na ich drodze? 

Moim zdaniem: 

Jak znacie Browna, wiecie że nie waha się przed uśmiercaniem ludzi. W jego książkach zawsze ktoś ginie i nigdy nie jest to tylko jedna osoba. 

Jednak z przykrością muszę stwierdzić, że czytając tę książkę czułam zawód. Nie przyciągała mnie do siebie tak jak było z poprzednimi. Zaczęłam ją w styczniu a skończyłam w lutym, bo musiałam robić przerwy na inne. Kiedy już zaczynała mnie wciągać, trwało to krótko, aby znów mnie do siebie zniechęcać. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak było. Usilnie starałam znaleźć jakiś pozytyw, który by uratował tę książkę, ale nie znalazłam. Strasznie mi przykro, bo uwielbiam tego autora, ale nie jest to książka, którą będę polecać. 

Powiem tylko, że ogromnie polecam Kod Leonarda da Vinci, Anioły i Demony, Zaginiony Symbol oraz Inferno. Te cztery powieści bardzo mi się podobały, tutaj czegoś zabrakło... 

Jednak znalazłam też parę pochlebnych opinii na jej temat, może więc czytaliście już „Początek” i Wam się spodobała? Mam ogromną nadzieję, że tak było :) 


poniedziałek, 12 lutego 2018

STYCZEŃ - podsumowanie miesiąca

Hej, hej!

Trochę się z tym spóźniłam, ale aby podsumowanie miało sens musiałam najpierw nadrobić recenzje książek przeczytanych w styczniu. Było ich 11, co uważam za dobry wynik, ale nie chodzi o liczby.

W tym roku trafiam na większość dobrych książek, właściwie z reguły tak jest, bo wybieram gatunki, które lubię i autorów, których znam. Jeszcze jestem w trakcie czytania książek, które dostałam w prezencie świątecznym i urodzinowym, więc kto wie.. :)

Podsumuję krótko to co przeczytałam w styczniu, a później przejdę do takich najlepszych, które na pewno zapadną mi w pamięć i które będę polecać każdemu.


Gatunek: Horror religijny
Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Czarna Madonna
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Link do recenzji


Gatunek: Thriller
Autor: Harlan Coben
Tytuł: Schronienie
Wydawnictwo: Albatros

Link do recenzji


Gatunek: Literatura obyczajowa, romans
Autor: Richard Paul Evans
Tytuł: Hotel Pod Jemiołą
Wydawnictwo: Znak

Link do recenzji


Gatunek: thriller psychologiczny
Autor: S.K. Tremayne
Tytuł: Bliźnięta z lodu
Wydawnictwo: Czarna Owca

Link do recenzji


Gatunek: New Adult; literatura obyczajowa; romans
Autor: Colleen Hoover
Tytuł: It ends with us
Wydawnictwo: Otwarte

Link do recenzji
Gatunek: Powieść kryminalna
Autor: Michel Bussi
Tytuł: Mama kłamie

Wydawnictwo: Świat książki

Link do recenzji

Gatunek: Fantastyka naukowa
Autor: Andy Weir
Tytuł: Marsjanin

Wydawnictwo: Akurat

Link do recenzji




Gatunek: Powieść kryminalna
Autor: Camilla Lackberg 
Tytuł: Kaznodzieja
Wydawnictwo: Czarna Owca 

Link do recenzji


Gatunek: Fikcja, dreszczowiec, suspens
Autor: Heather Gudenkauf
Tytuł: Jeden krok
Wydawnictwo: Filia

Link do recenzji
Gatunek: Fikcja, dreszczowiec
Autor: Alice Feeney
Tytuł: Czasami kłamię
Wydawnictwo: W.A.B.

Link do recenzji

Gatunek: Powieść młodzieżowa
Autor: Meg Rosoff
Tytuł:
A gdybym zniknęła?

Wydawnictwo: YA!

Link do recenzji 






Książki nie dodały mi się w odpowiedniej kolejności. Niestety nie pamiętam już jak się obsługuje podstawowo nawet HTML i nie umiałam tego naprawić. Do każdej książki dodałam Wam link do recenzji, bo może jakaś Was zainteresuje :) 

Podsumowując, styczeń był dobrym miesiącem jeśli chodzi o książki. Nie trafiłam na żadną, która by mi się nie podobała. Z tych powyższych chyba tylko "A gdybym zniknęła" mnie trochę zawiodła, jak dla mnie za słaby finał. "Hotel pod Jemiołą" też nie był jakoś mocno zaskakujący, ale obie te książki czytało się szybko i przyjemnie, były to dwie lekkie lekturki. 

Natomiast dwie książki mnie przeraziły, mianowicie "Bliźnięta z lodu" oraz "Czarna Madonna". 

Dwie z tych czytało się ciężko, ale koniec końców mi się spodobały, czyli "Marsjanin" i "Mama kłamie". 

Oraz to co chciałam powiedzieć od samego początku.. dwie z nich zapadną mi w pamięć na dłużej, jestem tego pewna, bo obie były bardzo dobre i zaskakujące, a mowa tutaj o "It ends with us" i "Czasami kłamię". 

Oprócz tych co tutaj wymieniłam, spodobała mi się też pierwsza część z trylogii Cobena, jestem ciekawa bardzo ciągu dalszego. Podobnie jest z Lackberg, chociaż cały czas nie mogę przekonać się do niej stuprocentowo, chyba nie jest to dokładnie taki kryminał jaki lubię, ale mimo wszystko coś w sobie ma, jestem ciekawa co wydarzy się w kolejnej i kolejnej części. 

Zachęcam Was do przeczytania recenzji książek ze stycznia i nie tylko. Podzielcie się swoimi styczniowymi odkryciami, jestem ciekawa co dobrego czytaliście. ;) 










































niedziela, 11 lutego 2018

Stracona - Amy Gentry

To kolejna książka, która się przewijała na instagramie. Kiedy zobaczyłam jej opis, pomyślałam, że warto ją przeczytać i strasznie się obawiałam, że się zawiodę. Z reguły staram się nie nastawiać na nic, bo nie lubię się zawodzić, ale tutaj było inaczej. Na szczęście parę osób mnie uspokoiło i dało znać, że książka jest dobra i na pewno mnie pozytywnie zaskoczy. 

"Stracona" to debiut Amy Gentry i szczerze jakoś mocno tego nie odczułam, ale o tym wszystkim później. Najpierw skupmy się na fabule. 
_________________________________________

                                          Tytuł: Stracona
Autorka: Amy Gentry 
Gatunek: Thriller psychologiczny 
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka 




Dziesięcioletnią Jane obudził w nocy hałas dochodzący z pokoju jej starszej siostry - Julie. Po chwili dziewczynka zobaczyła, że siostra wychodzi ze swojego pokoju, a za nią idzie nieznany jej człowiek. Niewiele myśląc Jane schowała się do szafy i stamtąd obserwowała co się dzieje. Sparaliżował ją strach kiedy zobaczyła, że mężczyzna trzyma nóż blisko ciała jej siostry, a ta pokazuje Jane aby była cicho. Dziewczynka usłuchała siostry, nie była w stanie się poruszyć ani odezwać, nawet po ich wyjściu. Siedziała tam sparaliżowana trzy godziny, dopiero wtedy powiadomiła rodziców. 

Matka dziewczynek nie jest w stanie wybaczyć Jane, że nie powiadomiła ich wcześniej. Można było zapobiec tragedii, gdyby tylko jej młodsza córka powiedziała im od razu. Czemu czekała tyle czasu? Aż trzy godziny.. po tym czasie nic już nie można było zrobić. 

Minęło osiem lat od zaginięcia Julie, a po niej nie ma żadnego śladu. Policja dawno się poddała, nie było śladów włamania, więc porzucili wiarę w to, że było to porwanie. Twierdzą, że dziewczyna musiała uciec z domu sama, lecz nie było ku temu żadnych powodów. Jedynie ojciec się nie poddał i wciąż ma nadzieję, że odnajdzie swoją córkę. Założył fundację imienia Julie i cały wolny czas poświęca na jej poszukiwania. 

Jane wyjechała na studia do innego miasta, lecz przez całe jej życie przewijać się będzie wydarzenie z tamtej strasznej nocy, kiedy zawiodła wszystkich wokół, bo sparaliżował ją strach. Wszystkie jej działania są spowodowane tym wydarzeniem, a raczej jej walką z poczuciem winy. Nie dogaduje się dobrze z matką i chcąc pokazać swój bunt, farbuje włosy na różne kolory, robi sobie tatuaże oraz kolczyki. Któregoś dnia postanawia przyjechać do domu. Z lotniska odbiera ją mama, która nie ma odwagi zapytać ją o powód jej wizyty. 

Próbują grać rolę normalnej rodziny, starają się by było miło, lecz ich życie ma znowu wywrócić się do góry nogami, kiedy na progu ich domu pojawia się kobieta, która podaje się za ich córkę. Rodzice widzą w niej Julie, lecz jej historia ma luki. Wszystko zaczyna się komplikować i zamiast odzyskać spokój i szczęście, dostają jedynie masę wątpliwości. Do tego dochodzi fakt, że pewien detektyw, który śledzi tę sprawę, znajduje informacje, które okażą się szokujące dla matki dziewczynek. 

Kim jest kobieta, która podaje się za Julie? Czy to możliwe, aby po takim czasie ich córka żyła i wróciła do domu? 

____________________________________

Amy Gentry pokazuje nam problem jakim jest strata bliskiej osoby. Porwanie dziecka musi być czymś strasznym, zarówno dla niego jak i dla całej rodziny. Zwłaszcza kiedy świadek tej sytuacji zwlekał tak długo, że nie można było już w żaden sposób odnaleźć zaginionej. 
Jak bardzo trzeba być zdeterminowanym, żeby po ośmiu latach dalej mieć nadzieję na odnalezienie córki? Czy można w ogóle obwiniać kogoś za to, że stracił nadzieję, że się poddał? Kto z nas miałby w sobie tyle sił, aby po tak długim czasie wciąż walczyć? 

Ten thriller ukazuje nam niezwykłą wolę przetrwania, człowiek niezależnie od wieku próbuje zrobić wszystko by przeżyć. 

Nie podobało mi się zachowanie matki, która obwiniała Jane o to, że tak długo zwlekała. Nie wiem jakbym zachowała się na miejscu Jane, ale znam siebie trochę i podejrzewam, że wyglądałoby to tak samo. Strach objawia się u każdego inaczej, jedni w obliczu zagrożenia stają się odważni, innych to paraliżuje i nie są w stanie się ruszyć ani wypowiedzieć słowa. Z jednej strony potrafię zrozumieć żal matki, bo cały czas musiała mieć w głowie myśl, że można było temu zapobiec, lecz z drugiej strony nie rozumiem, bo powinna dać jak największe wsparcie swojej młodszej córce, aby to wydarzenie nie odcisnęło na niej piętna na całe życie. 

Oprócz tego autorka pokazuje nam również jak taka tragedia wpływa na małżeństwo. Od zawsze było wiadomo, że w sytuacji kiedy dana para ma dwoje lub więcej dzieci, każde z rodziców ma swojego ulubieńca. Mówi się często, że jest to najmłodsze dziecko, lecz dla matek często najważniejsze jest to pierwsze urodzone dziecko. W obliczu tragedii kiedy jedno z rodziców traci nadzieję, a drugie uparcie stara się ją zachować, łatwo powstaje konflikt i zamiast wspólnego wsparcia, następują kłótnie, które często oddalają od siebie małżonków. 

Czytając tą historię było mi żal, że tych dwojga nie potrafi się dogadywać tak jak wcześniej. Nie podoba mi się fakt, że coś co było tak pięknego, z czasem staje się czymś zupełnie odwrotnym, poprzez to, że każdy inaczej reaguje na stres czy tragedię. 

Uważam, że jest to dobry thriller psychologiczny. Pokazuje nam, że warto mieć nadzieję, aż do samego końca. Myślę, że to dobra lektura, nie tylko dla miłośników tego gatunku. Szybko się ją czyta, bo wciąga od pierwszych stron i zaskakuje nas nie tylko przy zakończeniu. 

Wychowanie człowieka to niezwykle ciężka misja, do której wykonania nie każdy z nas się nadaję. Czasem wydaję nam się, że robimy wszystko co w naszej mocy, a pomijamy najistotniejszy element. 

Jaka jest Wasza opinia na temat tej książki? 

czwartek, 8 lutego 2018

Czarna Madonna - Remigiusz Mróz

Ktoś kto mnie trochę zna, wie że Remigiusz Mróz to jeden z moich ulubionych autorów w ostatnim czasie. A właściwie stał się nim tuż po tym jak zapoznałam się z "Behawiorystą" na początku zeszłego roku :) Później oczywiście zabrałam się za serię z Chyłką i postanowiłam przeczytać wszystkie książki tego autora. Kiedy usłyszałam o Czarnej Madonnie, trochę się przeraziłam, bo skoro sam autor bał się spać podczas jej pisania, to co miałam powiedzieć ja, która wszystkiego się boi? Myślałam już, żeby odpuścić ją sobie na razie, do momentu, w którym zostanie mi tylko ta do przeczytania, ale dostałam ją w prezencie od męża, więc się odważyłam. 

Po przeczytaniu jej powiedziałam sobie "nigdy więcej" tak samo jak Remigiusz Mróz, tyle że on obiecał sobie nigdy więcej takich książek nie pisać, a ja - czytać. Nie dlatego, że była kiepska czy coś.. tylko dlatego, że przypominałam sobie o niej właśnie przed snem, nawet jak czytałam coś innego, aby o niej zapomnieć i normalnie zasnąć. 

Książka nie przeraziła mnie tak mocno jak powinna przerazić, ale to tylko dlatego, że bardzo się przed tym broniłam. Czytałam ją tylko rano lub po pracy, a przed snem brałam zupełnie co innego, w dodatku Czarną Madonnę chowałam do szafy lub trzymałam w innym pokoju, aby jej nie widzieć, bo wiedziałam, że gdy tylko na nią spojrzę to przypomni mi się wszystko. 
Możecie mówić, że przesadzam, ale ja naprawdę boję się takiej właśnie tematyki.. egzorcyzmy, opętania i te sprawy, a głównie o tym jest ta książka. 


_____  _____  ______ ______

Czarna Madonna 



Filip, główny bohater książki, to były ksiądz. Zrezygnował z obranej wcześniej drogi dla kobiety, lecz nie dla tej, z którą się związał. Kiedy Kinga, jego parafianka brała ślub w jego kościele, coś w nim pękło, zrozumiał, że nie chce już być księdzem. Paradoks sytuacji polega na tym, że choć Kinga była powodem jego decyzji, to związał się z jej siostrą - Anetą. 

W środku nocy Filipa budzi telefon od ojca, który informuje go o tym, że samolot, którym leciała jego narzeczona zaginął. Kontakt z maszyną utracono nad Morzem Śródziemnym i tak naprawdę nikt nie ma pojęcia jak to możliwe, że coś tak wielkiego mogło tak po prostu zniknąć. 
Nie ma żadnych śladów wskazujących na to, że mógł to być zamach, nie odnaleziono też wraku. 
Jedyne co naprowadza Filipa na jakikolwiek trop to fakt, że raz na jakiś czas kontrola lotów odbiera sygnał z transpondera. 

Filip prowadzi swoje prywatne śledztwo wraz z siostrą swojej narzeczonej - Kingą. Już po ich pierwszym spotkaniu na jaw wychodzą dziwne fakty, które wpłyną na ich dalsze losy. Okazuje się, że zniknięcie tego samolotu jest w jakiś sposób powiązane z katastrofą lotniczą, która miała miejsce w roku 1985 oraz z portretem Czarnej Madonny. 

Z każdym dniem Filip zbliża się do coraz mroczniejszej sfery, niestety nie z własnej woli. 
Czy odkryje kto stoi za zniknięciem samolotu? W jaki sposób do tego doszło i jakie siły tym rządzą? 
Czy droga, którą prowadzi go trop okaże się drogą bez powrotu? 


____________________

Widziałam parę komentarzy na temat tej książki. Wielu z Was uważa, że jest to najsłabsza powieść Remigiusza Mroza. Ja tak nie uważam. Mnie przeraziła, a to było celem autora. Musiałam odczekać parę dni, aby podejść do niej racjonalnie, bez przypominania sobie wszystkich strasznych scen, ale tego nie udało mi się uniknąć. 

Książka jest mocna, gatunek nie należy do moich ulubionych, dlatego też ciężko będzie mi ją polecić komukolwiek, chyba że ludziom, którzy nie boją się bać. Ja zdecydowanie chcę o niej zapomnieć jak najszybciej i nie mam zamiaru długo się nad nią rozwodzić, bo to nie jest gatunek dla mnie. 

Sama fabuła była ciekawa, zastanawiałam się jak bohaterowie z tego wybrną i choć zakończenie jest trochę zagmatwane jak dla mnie, to uważam, że ta książka wcale nie jest słaba. Nie wiem czy to przez to, że uwielbiam tego autora czy przez to, że mnie tak przeraziła. 

Jedyne co mogę powiedzieć, to że dużo jest w niej o ciemnej stronie religii, dlatego jeśli ktoś się boi wszystkiego tak jak ja, to odradzam czytania jej. Zdecydowanie wolę serię z Chyłką lub komisarzem Forstem. 

Podsumowując: Książkę czyta się szybko, mimo tego, że robiłam pauzy na czytanie czegoś lżejszego. Jest wciągająca, a opisy sytuacji są naprawdę mocne. Jest to powieść, dla ludzi którzy lubią horrory religijne, albo po prostu.. horrory. Ja za nimi nie przepadam, dlatego tak jak pisałam wcześniej, nie zamierzam więcej tykać takich gatunków. 

Przepraszam, że powtarzam ciągle to samo, ale naprawdę chyba nie jestem w stanie zbyt mocno się zagłębiać w nią, jeśli chcę dzisiejszej nocy zasnąć spokojnie. :) 

Pozdrawiam. 




wtorek, 6 lutego 2018

Schronienie - Harlan Coben

Harlan Coben to jeden z autorów, po których sięgam z wielką chęcią. Kiedy dostałam w prezencie jego książkę byłam bardzo szczęśliwa i szybko się za nią zabrałam. 

"Schronienie" to pierwsza część trylogii o bratanku Myrona Bolitara, bohatera powieści Cobena. Tym razem autor skupia się bardziej na Mickey'u, lecz Myron jest w tle, więc dobra wiadomość dla jego fanów. Ja przeczytałam parę książek Cobena i każda mi się podobała, ale mam pewien problem z tym autorem. Nie potrafię zapamiętać tytułów jego książek i nie wiem, które już przeczytałam, a które nie, więc podejrzewam, że jak tylko mój stos "nieprzeczytanych" zmieni się w "przeczytane", spróbuję przeczytać po kolei książki Cobena, a nie wyrywkowo. ;-) 



"Schronienie"





Ojciec Mickey'a  zginął w wypadku, a matka nie mogąc pogodzić się ze stratą - sięgnęła po narkotyki, przez co nie mogła sprawować należytej opieki nad dzieckiem. Mickey musiał się przeprowadzić więc do wuja Myrona, którego nie darzy sympatią. Oprócz przeprowadzki, czekała go również zmiana szkoły. 

Z racji, że Mickey ukrywa swój talent do koszykówki, nie należy do popularnej grupy ludzi w szkole, nie jest więc przez nich lubiany. Oprócz tego, Mickey nie zwraca uwagi na wygląd innych ludzi, a przede wszystkim nie ocenia ich przez ten pryzmat, więc szybko znajduje sobie przyjaciół, którzy pomagają mu w tarapatach.

Kiedy ze szkoły znika nagle jego dziewczyna, Mickey postanawia dowiedzieć się czegoś od kobiety zwanej Nietoperzycą. Plotka głosi, że porywa ona dzieci, które włóczą się po nocy. Dodatkowo, dzięki pomocy kolegi może przeszukać szkolną szafkę swojej dziewczyny, by znaleźć jakiś trop. 

Sprawy zaczynają się komplikować, kiedy ktoś zaczyna go śledzić i kiedy trop prowadzi Mickey'a do nocnego klubu. 

Mickey ładuje się w poważne kłopoty, nie zdając sobie sprawy jak bardzo wszystko jest skomplikowane i zdecydowanie nie dla ludzi w jego wieku. Oprócz tego spotyka Nietoperzycę, a przecież większość ludzi myślała, że jej istnienie to tylko wymysł stworzony po to, by straszyć dzieci i młodzież. Nietoperzyca wprowadza zamęt w głowie Mickeya, gdyż twierdzi, że jego ojciec żyje, a przecież chłopak widział na własne oczy co się stało, jednak w jego sercu pojawia się nadzieja, która nie pozwala mu zostawić tej sprawy od tak. 

Co takiego odkryje Mickey? Czy jego ojciec naprawdę żyje? Kim jest Nietoperzyca i gdzie znajduję się Ashley? Co to za ludzie, którzy go śledzą? 

Tak wiele pytań rodzi się podczas czytania tej powieści, a tak naprawdę odpowiedzi na nie rodzą kolejne pytania, na które odpowiedzi mam nadzieję znaleźć w kolejnych częściach tej trylogii. 

Podoba mi się styl jakim pisze Harlan Coben. Książkę przeczytałam w dwa wieczory, bo byłam bardzo ciekawa co takiego się wydarzyło i tak naprawdę odpowiedzi na pytania zaciekawiły mnie jeszcze bardziej. Gdy tylko skończę to co czytam obecnie myślę, że wrócę do przygód Mickeya, bo naprawdę ciekawi mnie czy to możliwe, by jego ojciec żył? 

Coben umie budować napięcie i zaskoczyć człowieka. Od pierwszych stron zyskuje ciekawość czytelnika i cały czas ją podtrzymuje. Nie męczy nas zbędnymi opisami, szybko przechodzi do konkretów. Pierwsza część jest całkiem krótka jak dla mnie, ale lubię takie konkrety, a nie zanudzanie opisami tylko po to, aby zapełnić strony. 

Jestem na tak i nie mogę się doczekać kolejnych dwóch części. 




niedziela, 4 lutego 2018

Hotel pod Jemiołą - Richard Paul Evans

O tym autorze, również "usłyszałam" na instagramie, a raczej widywałam jego książki na zdjęciach i chciałam przeczytać jakąś jego książkę, aby sprawdzić czy warto. "Hotel pod Jemiołą" dostałam od męża na urodziny, więc byłam bardzo ciekawa czy okaże się ona godna uwagi. 

Po pierwszej przeczytanej przeze mnie powieści tego autora ciężko stwierdzić cokolwiek, ale wydaję mi się, że pisze on właśnie takie lekkie, przyjemne w czytaniu powieści. Czasami dobrze jest się oderwać od kryminałów i przeczytać coś lekkiego. 

____





Kimberly nie ma szczęścia w miłości. Dwóch mężczyzn zerwało z nią zaręczyny, a kiedy z trzecim udało jej się wziąć ślub, okazało się, że było to błędem. Ze względu na to traci wiarę w mężczyzn i chęć poszukiwania miłości odkłada na dalszy plan. 

Pracuje w salonie samochodowym, lecz nie jest to praca jej marzeń. Tak naprawdę skrywa w sobie chęć do pisania, chciałaby zostać autorką i nawet ma już gotową powieść. Jednak z racji, że zostaje ona odrzucona przez kilka wydawnictw, Kimberly również w tej kwestii przestaje w siebie wierzyć.

Jedyne co utrzymuje w niej jako taką chęć do życia i ciągłego próbowania, jest ojciec, który mieszka w innym mieście, ale utrzymuje z córką stały kontakt. Matka Kimberly popełniła samobójstwo kiedy dziewczynka była młoda. Właśnie za to Kimberly darzy matkę nienawiścią nawet po śmierci, bo uważa, że w pewien sposób zdradziła ona ojca i ją, odchodząc z tego świata. 

Jak widzicie życie Kimberly nie jest usłane różami, wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że zamiast róż widnieją na jej drodze same kłody. 

Któregoś dnia przypadkowo trafia na ulotkę z hotelu "Pod Jemiołą", który organizuje warsztaty dla pisarzy, a gościem ma być ulubiony pisarz Kimberly. 

Kiedy tam trafi będzie musiała się zmierzyć z kłamstwami, dziwnymi intrygami i prawdziwym światem pisarzy, który nie jest tak kolorowy jakby się jej wydawało. Czy ktoś zainteresuje się jej powieścią? Czy te warsztaty zmienią coś w jej życiu? 

Drugie pytanie jest oczywiste, bez zmian nie byłoby powieści. Tylko jakie to będą zmiany? I czy tym razem pisarz pojawi się osobiście? Nigdy wcześniej tego nie robił, przestał pisać, nikt tak naprawdę nie wie co się z nim dzieje. 

_____

Muszę przyznać, że ta powieść była bardzo przyjemna, lecz jej zakończenie odgadłam bardzo szybko. Początkowo myślałam, że może jednak autor mnie zaskoczy i nie będzie to takie oczywiste, ale niestety tak nie było. Uznaję to za minus, bo uważam, że nawet w romansach warto jest zaskakiwać swoich czytelników,  robić na przekór temu co by chcieli, lecz niekoniecznie to autor miał na myśli. Może chciał dać nam jakiś przekaz, aby nigdy się nie poddawać jeśli mamy marzenia? Walczyć o nie do utraty sił? 

Na tylnej części okładki widnieje informacja "(...) autor przypomina, że jeśli nie tracimy wiary, najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami." i jeśli chodzi o to, to się zgadzam. To mu się udało. 

Jeśli, więc szukacie lekkich powieści, z dobrym zakończeniem, bez wielkich zaskoczeń, to jest to dobry wybór. "Hotel pod Jemiołą" czyta się naprawdę lekko i szybko, nie zostawi we mnie niestety żadnych przemyśleń, ale był dobrym przerywnikiem od zbrodni i zagadek. 

Myślę, że na pewno kiedyś jeszcze sięgnę po jakąś jego powieść, może bardziej mnie zaskoczy niż przy tej, bo choć tutaj zaskoczenia nie było, to mimo wszystko nudna nie była. 

czwartek, 1 lutego 2018

Bliźnięta z lodu - S.K. Tremayne

Bliźnięta z lodu dostałam od siostry na święta i od razu pomyślałam, że może być ciekawie. Czemu? Po pierwsze okładka, po drugie napis "Thriller psychologiczny", a po trzecie opis z tyłu. Niestety z racji, że nie lubię motywu nawiedzonych dzieci, a domyślałam się, że może to być głównym problemem tej książki, odkładałam ją na bok. Siostra chciała, jednak znać moją opinię jak najszybciej, więc się za nią wzięłam i nie żałuję, choć czytanie jej przed samym snem nie było dobrym pomysłem. 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o S.K. Tremayne, więc postanowiłam znaleźć troszkę informacji o autorze. Okazało się, że tak naprawdę nazywa się Sean Thomas i znany jest również pod pseudonimem Tom Knox. Brytyjski pisarz i dziennikarz. W 2013 roku został blogerem i komentatorem Daily Telegraph w Wielkiej Brytanii. Specjalizuje się w thrillerach archeologicznych i religijnych. (źródło: Lubimyczytać.pl) 



Przejdźmy, więc do treści. 






Sarah i Angus Moorcroft to małżeństwo, które próbuje wrócić do normalności po tragedii, która dotknęła ich ponad rok wcześniej. Mianowicie zmarła ich córka, jedna z bliźniaczek jednojajowych - Lydia. Aby oddalić się od przeszłości i wspomnień postanawiają przeprowadzić się na wysepkę, którą Angus odziedziczył po śmierci babci. W dziecięcych latach spędzał tam dużo czasu, więc wie jak wygląda, zna ludzi z okolicy oraz mieszka tam jego przyjaciel. Sarah choć nigdy tam nie była, jest bardzo pozytywnie nastawiona na tę przeprowadzkę, a raczej zmusza się, żeby taka być, aby w końcu móc rozpocząć nowy etap w swoim życiu. 

Kiedy bliżej poznajemy to małżeństwo i ich wzajemne relacje, łatwo dostrzec, że skrywają oni jakieś tajemnice. Nie do końca wiadomo jakie, jednak jedno jest pewne - nie są to małe i nieszkodliwe sekrety. Można odnieść wrażenie, że łączy ich tylko córka, Kristie, jakby tylko dla niej starali się utrzymać pozory szczęśliwego małżeństwa. 

Problemy zaczynają się w chwili kiedy Kristie krzyczy, że nie nazywa się tak i prosi aby nazywano ją Lydią, bo Kristie nie żyje. 

Choć przeprowadzka miała być początkiem nowego etapu, wydaję się być początkiem horroru, zwłaszcza dla Sarah, która zaczyna myśleć, że mogła pomylić swoje dzieci... 

Historia mrozi krew w żyłach i porusza problem, z którym zmagają się rodzice niejednych bliźniaków jednojajowych. Ktoś mógłby powiedzieć: Jak można nie odróżniać własnych dzieci? Mi się wydaję to całkiem realne, bo sama się zastanawiałam raczej nad tym jak można? Dwoje identycznych ludzi, czy to chłopców czy dziewczynek, identyczne oczy, identyczne włosy, ciała.. dosłownie wszystko identyczne. Różni je tylko zachowanie, lecz w obliczu takiej tragedii jak można wiedzieć, które dziecko zginęło, które żyje? Na pewno nie w pierwszej chwili, mając za potwierdzenie jedynie słowa tego dziecka: Mamo Lydia spadła! 

Bardzo spodobała mi się ta powieść, bo pokazuje nam jak bardzo może być skomplikowane to co wydawać by się mogło takie proste. "Przecież to Twoje dzieci, jak możesz ich nie rozpoznawać?" 

Bliźnięta z lodu to powieść zaskakująca, momentami przyprawiająca nas o gęsią skórkę, lecz również bardzo ciekawa. 

Jestem bardzo wdzięczna mojej siostrze za prezent i cieszę się, że trafiłam na taką książkę, chociaż ostatnio dużo przewinęło się tych "mocnych" i czuję, że powinnam dać odpocząć trochę mojej psychice, czytając coś lżejszego. ;-) 

Zachęcam gorąco do przeczytania, ale przestrzegam: dla ludzi o słabszych nerwach - nie czytajcie jej przed snem. 

Cała książka zyskuje miano "mocnej", zwłaszcza zakończenie.